CEZARY MORAWSKI - Krzysztof Zduński

02-10-2006 09:56:39

Aktor filmowy i teatralny. Absolwent PWST w Warszawie. Zadebiutował w filmie “Akcja pod Arsenałem” w 1977 roku. Zagrał m.in. w: “Akcja pod Arsenałem”, “Spirala”, “Constans”, “Fachowiec”, “Labirynt”, “Sceny dziecięce z życia prowincji”, “Nieproszony gość”, “Dorastanie”, “Komediantka”, “Modrzejewska”, “Europa”, “Zespół adwokacki”, “Amok”, “Trzy szalone zera”, “Na dobre i na złe”.

MARCIN MROCZEK - Piotr Zduński

30-09-2006 09:57:18

Student Politechniki Warszawskiej, wydziału: budownictwo. Założyciel fudacji “Z miłości serc”. Lubi pływać - w wodzie czuje się jak ryba oraz podróże. Interesuje go dobra zabawa i kino. Kocha taniec. Zadebiutował w “M jak miłość” w 2000 roku.

Miłość kontra kochanie

29-09-2006 17:12:01

Boisko pełne gwiazd. 10 bramek dla 10 milionów widzów. W ostatni weekend na stadionie piłkarskim na warszawskim Bemowie ekipa serialu ?M jak Miłość” rozegrała mecz z ekipą komedii romantycznej ?Tylko mnie kochaj”.

Nawet jeśli świetnie gracie z “M jak Miłość” nie wygracie!

Fani “M jak Miłość” przyszli uzbrojeni, jak się patrzy: w kolorowe pompony, trąbki, “miłosne” hasła do skandowania i z wielkim transparentem na dokładkę. Na trybunach swoją drużynę do boju zagrzewali m.in. Agnieszka Fitkau-Perepeczko, Małgorzata Kożuchowska, Joanna Koroniewska i Kacper Kuszewski. Gwiazdy pojawiły się też na boisku. W koszulkach z serduszkami wbiegli na murawę m.in. bracia Marcin i Rafał Mroczkowie, Steffen Möeller, Andrzej Precigs, Marek Kalita, Robert Moskwa i Marcin Probosz. W drużynie “Tylko mnie kochaj” zagrali z kolei Maciej Zakościelny i Przemysław Sadowski - obaj w błyskach fleszy od pierwszej minuty rozgrzewki aż do ostatniego gwizdka. Na trybunach siedziała też para gości specjalnych: królowa polskich seriali, czyli Ilona Łepkowska i producent Tadeusz Lampka.

Godzina 18:30 - z głośników na stadionie płynie głos Włodzimierza Szaranowicza.

-”Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? To, proszę państwa, rozstrzygnie się już za kilkadziesiąt minut!”

“M jak Miłość” super grają więc kibice ich kochają!

Gwizdek sędziego i piłka w grze - zaczyna się pierwsza tercja meczu (filmowcy grali 3 razy 20 minut). “M jak Miłość” atakuje ostro już od pierwszej minuty. Od razu widać, że bracia Mroczkowie - którzy na co dzień trenują w Reprezentacji Artystów Polskich - na rzeczy się znają. Pierwszy gol pada już w czwartej minucie meczu: strzela Rafał. Na trybunach szał.

Drużyna “Tylko mnie kochaj” nie ma wyjścia - musi zagrać ostro. Piłkę próbuje przejąć Maciej Zakościelny. I od razu widać, że jego domena to jednak sporty walki… Lata treningu wchodzą w krew.

-”Maciek nie fauluj!”- upomina aktora komentator. Ale zaraz dodaje:

- “No, Maciek jest przecież karateką, taka już jego natura…”

Chwilę później piłkę prowadzi już Steffen Möeller.

- “Brawo Steffen! Solidna, niemiecka szkoła!” - chwali Szaranowicz. Kibice są jednak innego zdania. Gdy Steffen długo nie podaje piłki kolegom, z trybun słychać “życzliwą” radę:

- “Stefan, nie bądź taki samolubny, bo cię Małgośka rzuci!”

19 minuta meczu.

“Na boisko postanowił wejść Ryszard Zatorski”- ogłasza Szaranowicz. Reżyser, choć pracuje przy obu produkcjach, tym razem gra w drużynie “Tylko mnie kochaj”.

- “Ricardo Zatorski! Precyzyjny jak zawsze! Od razu obejmuje kontrolę!”

I rzeczywiście. Już po chwili “Tylko mnie kochaj” przejmuje piłkę. Do bramki rywali zbliża się operator Tomasz Dobrowolski.

- “Dobrowolski jak Ronaldino - nie do zatrzymania!”- krzyczy komentator.

Niestety, kolejną akcję przerywa gwizdek sędziego. Koniec I tercji.

W przerwie meczu z głośników płynie hymn “We are the champions”. Steffen Möeller podbiega do trybun, gdzie już czeka na niego Agnieszka Fitkau-Perepeczko, która od razu, matczynym gestem, bierze “syna” w objęcia…

“M jak Miłość” strzelcie gola!

Taka jest kibiców wola!

Kolejny gwizdek sędziego - i piłka znowu w grze. “M jak Miłość” specjalizuje się w golach na “dzień dobry”. Tym razem - w pierwszej minucie II tercji - bramkę strzela Paweł Jurek, scenarzysta serialu. 4 minuta i wynik zmienia się na 3:0 dzięki Marcinowi Mroczkowi. Ostatecznie bliźniak nie może być gorszy od brata…

- “Dostajecie lanie, bo w głowie wam tylko kochanie”- komentuje Szaranowicz, najwyraźniej skryty wielbiciel serialu.

“Tylko mnie kochaj” decyduje się na ostrą grę. Najczęściej fauluje Michał Lipski - dla kolegów “Ryba” - II kierownik produkcji.

-”O, tu rzeczywiście zahaczył go płetwą…” - komentuje Szaranowicz.

- “Zatkać mu skrzela!” - pada okrzyk z trybun.

Zamiast tego, po kolejnym przewinieniu sędzia bierze “Rybę” na bok i każe… położyć mu się na murawie!

- “Lipski od początku gra bardzo twardo. Teraz za karę musi zrobić pompki!” - ogłasza komentator.

Energii “Rybie” jednak przez to nie ubywa. Już po chwili piłka znowu niebezpiecznie krąży przy bramce “M jak Miłość”…

- “A sio stąd!” - z trybun przegania wrogą drużynę Simona, czyli Agnieszka Fitkau-Perepeczko.

I to działa - piłka znowu wraca do serialowych bliźniaków.

- “No, bracia Mroczkowie, wyraźnie widać, że to zawodowcy! - rzuca z podziwem Szaranowicz.

11 minuta - pierwszy gol dla “Tylko mnie kochaj”. Honor drużyny celnym strzałem ratuje Maciej Zakościelny. Kibice serialu próbują jednak protestować: po triumfalnym rajdzie aktora z piłką na boisku leży dwóch graczy z serduszkami… Komentator szybko fanów ucisza.

- “Nie, tym razem faulu nie było! A ci dwaj zawodnicy upadli przed Maćkiem na murawę w miłosnym zauroczeniu…”.

12 minuta - “M jak Miłość” powiększa swoją przewagę. Strzela Rafał Mroczek - już po raz drugi tego wieczoru.

- “Producent Tadeusz Lampka przed meczem powiedział mi, że na pewno będzie pięć bramek. I pięć jest. Czyżby zapisano to w scenariuszu?” - pyta przez głośniki Szaranowicz.

Zaraz pada jednak odpowiedź:

-”Nie, pani Ilona Łepkowska mówi mi, że nie!”

Po kolejnej niebezpiecznej akcji braci bliźniaków komentator rzuca:

- “Informacja dla Mroczków: na trybunach jest obserwator trenera Pawła Janasa. Chłopaki, uwijajcie się, mundial czeka!”

17 minuta - 5:1. Tym razem triumfuje aktor Marek Probosz.

- “Ten strzał był naprawdę piękny…” - zachwyca się Szaranowicz.

Kibice szaleją ze szczęścia, ale kolejna akcja “M jak Miłość” kończy się niepowodzeniem.

- “Jak oni to przestrzelili, to już pozostanie ich tajemnicą… Ale przy takim wyniku mogą sobie na to pozwolić!” - komentuje Szaranowicz.

Gwizdek sędziego obwieszcza drugą przerwę. Boisko opanowują dziennikarze, fotografowie i ekipy telewizyjne. Każdy liczy na wywiad lub chociaż kilka zdjęć. Przez chwilę można pomyśleć, że mecz to dla filmowców jedynie rozgrzewka - prawdziwe starcie czeka ich z prasą…

“M jak Miłość” mistrzem! To jest oczywiste!

Kolejny gwizdek i zaczyna się ostatnia tercja. Tym razem w pierwszych minutach szczęście od “M jak Miłość” się odwraca. Maciej Zakościelny z rzutu karnego zdobywa drugą bramkę. Wynik: 5:2.
- “Jeszcze jeden!” - skandują fani serialu. I kolejny gol rzeczywiście pada - tyle, że… do ich bramki. W 7. minucie Przemek Klej zmienia wynik na 5:3. Drużyna serialu szybko jednak wraca do bezpiecznej przewagi. Dwie minuty później na elektronicznej tablicy widać już 6:3. Kolejnego gola strzela Marcin Mroczek - oczywiście, by dorównać bratu.

- “Kryniu, stawiaj jazdę na bramce!…” - kpi z bramkarza przeciwników ekipa “M jak Miłość”. Dla niewtajemniczonych: “Kryniu” to Marcin Kryński, który jest wózkarzem i ową “jazdę” obsługuje. A “jazda” to po prostu wózek i szyny, dzięki którym kamera płynnie przesuwa się na planie. Taka delikatna sugestia, że bez kółek bramkarz nie jest dość ruchliwy…

2 minuty do końca meczu. Kibice wstrzymują oddech… Jest! Kolejny gol dla “Tylko mnie kochaj” - 6:4 - dzięki świetnej akcji operatora Tomasza Dobrowolskiego.

Drużyna komedii zmienia taktykę. “Ryba” Lipski próbuje wziąć sędziego na litość: gdy potrąca go zawodnik serialu, pada na murawę…

- “Ryba powinien do szkoły teatralnej się dostać, tak odegrał ten faul! Nawet przekoziołkował!”- kpi z kolegi Joasia Koroniewska.

Sędzia również nie daje się zwieźć. Zbliża się koniec meczu. Kibice na trybunach zaczynają odliczanie:

- “Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem…”

W ostatniej sekundzie sędzia zatrzymuje grę. Rzut wolny dla “M jak Miłość”. Przed bramką “Tylko mnie kochaj” ustawia się żywy mur z piłkarzy.

- “Ej, przesunąć tę scenografię!” - kpią z rywali kibice serialu. Niestety, żywa “dekoracja” ani drgnie - ten strzał wyniku spotkania już nie zmienia. Ale wygrana “M jak Miłość” i tak jest imponująca: 6:4.

Po meczu na środek wychodzą Ilona Łepkowska i producent Tadeusz Lampka. Razem wręczają wszystkim zawodnikom pamiątkowe medale - drużyna serialu zdobywa oczywiście złoto.

Koniec spotkania nie oznacza jednak końca rywalizacji. “Tylko mnie kochaj” liczy na rewanż -być może w pojedynku na liczbę widzów. Serial “M jak Miłość” ma ich co tydzień aż dziesięć milionów. Czy najnowsza komedia romantyczna Ryszarda Zatorskiego też przyciągnie do kin miliony? Odpowiedź już na Walentynki…

odcinek 432

26-09-2006 21:50:38

Stefan z Elką szykują się do ślubu. Kilka kłótni i? narzeczona zatrzaśnięta w łazience ? to bilans dnia. W końcu Stefan znowu zostaje przed ołtarzem sam, jak palec? A Elka w tym czasie płacze, panikuje i za wszelką cenę próbuje wydostać się z łazienki, w której tkwi uwięziona, by w końcu dotrzeć na upragniony ślub?

Rogowski wyznaje Marii, co naprawdę do niej czuje? Zduńska stawia sprawę jasno: mogą być wyłącznie przyjaciółmi! Z kolei Filarska opowiada przyjaciółce o problemach z mężem i rozwodzie, który przypomina wojnę.

Kinga jest zawiedziona: zrobiła test, ale nie jest w ciąży? Piotrek zabiera żonę na romantyczny wypad do Kazimierza.

Podczas wspólnej, sąsiedzkiej kolacji, Kuba wspomina, że komponuje piosenki, ale nie ma tekstów. Wtedy okazuje się, że Marzena pisze poezje. Dziewczyna decyduje się pokazać Kubie swoje wiersze.

Madzia jedzie z ojcem na strzelnicę. Kuba, razem ze znajomym instruktorem, daje panu Marszałkowi lekcje posługiwania się bronią.

odcinek 431

25-09-2006 21:49:16

Teresa leży chora na grypę.

W pubie Kaśka robi się “cięta” na Grażynę ? za to Hanka głośno zapewnia, że Markowi ufa w stu procentach… Tymczasem Grażyna wyznaje Mostowiakowi, że straciła pracę, ale prosi, by nikomu o tym nie mówił.

Marta przyjeżdża na kilka dni do Grabiny.

Lucjan i Barbara martwią się, jak poradzą sobie z gospodarstwem, gdy Marek zacznie poświęcać większość czasu sołtysowaniu. W końcu Lucjan przyjmuje pomocnika - Kisiela.

Madzię odwiedza ojciec. Córka mówi mu, że zostanie wolontariuszką Polskiej Akcji Humanitarnej. Za to Marszałek senior żali się, jak to żona zmusiła go, by został myśliwym. Madzia - widząc, jak ojciec stresuje się przed polowaniem - prosi o pomoc Kubę. Chłopak udzieli mu kilku lekcji strzelania.

RAFAŁ MROCZEK - Paweł Zduński

25-09-2006 09:57:56

Student Politechniki Warszawskiej, wydziału: budownictwo. Od dzieciństwa interesowała go kariera wojskowa. Uwielbia dobrą zabawę i kino. Lubi przyrodę. Od najmłodszych lat tancerz zespołu Caro Dance. Zadebiutował w “M jak miłość” w 2000 roku.

Teresa Lipowska

24-09-2006 17:17:52
Teresa Lipowska Bartłomiej Zaranek tl/tl_37.jpg Teresa Lipowska Bartłomiej Zaranek tl/tl_36.jpg Teresa Lipowska Bartłomiej Zaranek tl/tl_35.jpg Teresa Lipowska Bartłomiej Zaranek tl/tl_34.jpg
Teresa Lipowska Bartłomiej Zaranek tl/tl_33.jpg Teresa Lipowska Bartłomiej Zaranek tl/tl_32.jpg Teresa Lipowska Bartłomiej Zaranek tl/tl_31.jpg Teresa Lipowska Bartłomiej Zaranek tl/tl_30.jpg
Teresa Lipowska Bartłomiej Zaranek tl/tl_29.jpg Teresa Lipowska Bartłomiej Zaranek tl/tl_28.jpg Teresa Lipowska Bartłomiej Zaranek tl/tl_27.jpg Teresa Lipowska Bartłomiej Zaranek tl/tl_26.jpg

Monika Obara - Nawet, gdyby facet był ze złota…

23-09-2006 20:52:29

  • W serialu Elka, by zdobyć Stefana, nie cofa się przed niczym: kłamie, snuje intrygi, wpycha mu się na siłę do łóżka… Byłaby Pani zdolna aż tak oszaleć na punkcie mężczyzny?
    A wie Pani, że ostatnio często rozmawiamy na ten temat z dziewczynami na planie… Zastanawiamy się, czy takie zachowanie jest w ogóle możliwe. I zdania są podzielone. Podobno bywają kobiety aż tak zawzięte, ale… Ja nie walczyłabym tak o faceta nawet, gdyby był ze złota! Choć, gdy się zakochuję, to na całego!
  • A co gdyby taka Elka wzięła na celownik Pani ukochanego?
    O Matko, zabiłabym! To znaczy najpierw próbowałabym z nią poważnie porozmawiać, ale znając moją postać, to i tak nic by nie dało… A na poważnie: kochając mężczyznę, chcę mieć do niego pełne zaufanie. Więc byłabym zazdrosna, ale starałabym się nie zwracać na intrygi uwagi i żyć normalnie.

  • A jaki jest Pani ideał mężczyzny? Przypomina serialowego Stefana? Nie ma ideałów! To slogan, ale dla mnie idealny będzie po prostu mężczyzna, który mnie pokocha na dobre i na złe - jak w serialu. Dobry, wyrozumiały… Ktoś, z kim można zarówno się pośmiać, jak i popłakać. No i przede wszystkim musi rozumieć, jak ważne jest dla mnie aktorstwo. To zawód, który pochłania bardzo dużo czasu i bardzo dużo serca. I mój mężczyzna musiałby to zaakceptować.

  • Od czasu, gdy zaczęła Pani grać w “M jak Miłość”, straciła Pani sporo kilogramów… Stres na planie?
    Nie, po prostu wróciłam do swojej normalnej wagi. A przytyłam na IV roku studiów: z braku czasu jedliśmy wtedy głównie jedzenie na wynos, do tego próbowałam rzucić palenie…

  • “Próbowałam”? Czyli jednak się Pani nie udało?
    Nie. Po pierwsze, wokół paliło zbyt wiele osób. A po drugie, koniec studiów, praca nad dyplomem, zbliżająca się premiera… to jednak duży stres. Każdy stara się wypaść jak najlepiej.

  • I udało się? Nie było na scenie żadnych wpadek?
    Wręcz przeciwnie! Pamiętam mój pierwszy dyplom - przedstawienie “Tajemna ekstaza”, które graliśmy w sześć osób. Jestem strasznym goterem - czyli, mówiąc fachowo, łatwo się “gotuję”. Wtedy, siedząc na proscenium, nagle zaczęłam chichotać. Za nic nie mogłam tego opanować. I to poszło jak domino… Po kilku minutach śmiała się już cała nasza szóstka. Jeden z kolegów uciekł za kulisy - żeby dłużej się nie kompromitować. Mógł sobie na to pozwolić, bo nie miał akurat żadnego tekstu. Ale my musieliśmy odegrać bardzo dramatyczną scenę… Widzowie byli kompletnie zdezorientowani. A my, patrząc na ich miny, śmialiśmy się jeszcze bardziej. Tego naprawdę nie dało się opanować! Ale i tak mieliśmy tego dnia szczęście: na spektaklu nie było reżysera. Gdyby nas wtedy zobaczył, od razu by zabił!

  • Jaka naprawdę jest Monika Obara - widziana oczami Moniki Obary? Choć ze dwie wady…
    Wada numer jeden: impulsywność. Często wybucham, mam zmienne nastroje… Ale staram się, by inni tego za bardzo nie odczuwali.
    Wada numer dwa: lenistwo. Ale nie w momencie, gdy pracuję - wtedy jestem szczęśliwa i bez problemu mogę nawet zarywać noce! Za to, gdy mam kilka dni wolnego, czasem nie chce mi się nawet wziąć do ręki książki… A już najgorsze jest załatwianie nudnych spraw urzędowych: chyba jeszcze nigdy nie zapłaciłam czynszu w terminie…

  • A zalety?
    Punktualność. Nienawidzę się spóźniać i nie lubię tego u innych.
    A poza tym otwartość. Lubię poznawać nowych ludzi i nigdy nie chowam urazy. Choć to akurat bywa wadą, bo wiele osób mnie już przez to wykorzystało.

  • Ulubiona pora roku?
    Lato. Uwielbiam słońce i kocham ciepło - jestem strasznym zmarzluchem! Wiosna też jest piękna, ale wtedy czuję jakąś melancholię… A lato to pełnia życia!

  • Ulubiona pora dnia?
    Wieczór, gdy już wszystko jest pozałatwiane i można usiąść z przyjaciółmi, napić się herbaty… Nie cierpię za to poranków - zwłaszcza, gdy muszę wstać o 5-tej lub 6-tej rano!

  • Ulubione miejsce w domu?
    Łazienka. Bardzo lubię wylegiwać się w wannie, przy świecach, z olejkami zapachowymi i dobrą książką… To najlepszy sposób na relaks.

  • Urodziła się Pani w Lublinie, studiowała w Łodzi, teraz pracuje w Warszawie… Które z tych miast jest Pani najbliższe? Gdzie czuje Pani, że naprawdę jest w domu?
    Na pewno mieszkanie, które niedawno kupiłam w Warszawie, to mój pierwszy, “dorosły” dom. Ale stolica trochę mnie przytłacza: jest zbyt duża, zbyt głośna, za szybko się w niej żyje… Jeszcze do niej nie przywykłam. Za to Lublin naprawdę kocham. Tam wszystko wydaje mi się bardziej kameralne, proste, ciche… Tak, jakby wokół wolniej płynął czas. I naprawdę wypoczywam tylko w Lublinie, w domu rodziców.

  • Jaką, najważniejszą rzecz przekazali Pani rodzice?
    Chyba właśnie to, jak ważna jest rodzina i więzi między rodzicami, dziećmi, dziadkami… Mam świadomość, że zawsze mogę na nich liczyć - i to bardzo mi w życiu pomaga. Poza tym rodzice nauczyli mnie, że pieniądze nie powinny rządzić ludźmi. Że nigdy nie mogą przesłonić reszty świata. I że ludzi trzeba po prostu kochać. Starać się szanować i zrozumieć każdego człowieka. Nikogo nie spisywać na straty, nawet największego wroga.

  • Dużą ma Pani rodzinę?
    Z rodzeństwem jest słabo - mam tylko starszego brata. Za to mój Tata miał aż sześcioro rodzeństwa, więc nie brakuje mi wujków, braci i sióstr ciotecznych. Kiedyś na Wigilię urządziliśmy zlot całej rodziny. Zebrało się chyba z 50 osób - jednej trzeciej w ogóle nie znałam… To było niesamowite przeżycie! Żałuję, że podobnych zjazdów jest tak mało. I mam zamiar to zmienić! Jak tylko w Warszawie stanę na nogi, na pewno jeden zorganizuję.

  • Podobno jedna z Pani pasji to motocykle…
    Tak, marzę, by kupić motor… Jadąc na motocyklu czuje się niesamowitą wolność - to nie to samo, co siedzenie w “budce” samochodu. I nie rozumiem, dlaczego panuje stereotyp, że motocykliści tylko dużo piją, biją się i mają wszystko gdzieś! Nie powiem, że nie biorą piwa do ust, ale do pubów równie często chodzą prawnicy czy lekarze… Gdy miałam 15 lat, na pierwszych wakacjach, które spędzałam bez rodziców, poznałam grupę motocyklistów - od razu byłam zafascynowana! No i moją pierwszą prawdziwą, długotrwałą miłość przeżyłam właśnie z mężczyzną, którego pasją były motocykle… Ci ludzie są niesamowicie otwarci. Na zlotach spotykają się profesorowie, naukowcy i faceci, którzy skończyli tylko zawodówkę. I zawsze mają o czym porozmawiać, łączy ich prawdziwa pasja. Poza tym ludzie w tym środowisku bardzo się wspierają. Gdy na paradzie komuś zepsuje się motor, żeby mu pomóc staje cała parada. To niezapomniane chwile.

  • Ostatnie pytanie: na serialowym czacie na pytanie o ulubione zwierzę odpowiedziała Pani, że krowa…
    Bo uwielbiam krowie łaty! I mam sporą kolekcję zdobionych nimi przedmiotów - głównie prezentów od znajomych. Gdy na studiach mieszkałam w Łodzi, pomalowałam nawet w biało-czarne łaty toaletę. Ale teraz od tego odchodzę: dom w Warszawie będzie już bez łatek. Choć oglądałam ostatnio z Mamą “krowią” glazurę… I nawet przez chwilę się nad nią zastanawiałyśmy. A co do zwierząt: tak naprawdę, to uwielbiam wszystkie! Nie tylko krowy. I już nie mogę się doczekać końca remontu, gdy w końcu kupię sobie psa albo kota!
  • Barbara i Lucjan Mostowiakowie

    23-09-2006 18:32:45

    Są w serialu gwarancją bezpieczeństwa, źródłem rodzinnego ciepła i skarbnicą niewyczerpanej, rodzicielskiej miłości. Od ponad czterdziestu lat tworzą udane małżeństwo. Mieszkają we wsi Grabina, razem z Markiem, Hanką i małym Mateuszem. Mają również trzy córki: Marię, Martę i Małgosię.

    JACEK PONIEDZIAŁEK - Rafał Lubomski

    21-09-2006 09:58:28

    Aktor filmowy i teatralny. Absolwent PWST w Krakowie. Zadebiutował w filmie “Moja Angielka” w 1999 roku. Zagrał m.in. w: “Marzenia do spełnienia”, “Przemiany” oraz “Trzeci”.




    Emo | Obsuga Informatyczna Firm | Fryzury lubne | Ksika Motocykl Bmw | Przedszkola