Archiwum dla kategorii 'Reportaże'

Miłość kontra kochanie

29-09-2006

Boisko pełne gwiazd. 10 bramek dla 10 milionów widzów. W ostatni weekend na stadionie piłkarskim na warszawskim Bemowie ekipa serialu ?M jak Miłość” rozegrała mecz z ekipą komedii romantycznej ?Tylko mnie kochaj”.

Nawet jeśli świetnie gracie z “M jak Miłość” nie wygracie!

Fani “M jak Miłość” przyszli uzbrojeni, jak się patrzy: w kolorowe pompony, trąbki, “miłosne” hasła do skandowania i z wielkim transparentem na dokładkę. Na trybunach swoją drużynę do boju zagrzewali m.in. Agnieszka Fitkau-Perepeczko, Małgorzata Kożuchowska, Joanna Koroniewska i Kacper Kuszewski. Gwiazdy pojawiły się też na boisku. W koszulkach z serduszkami wbiegli na murawę m.in. bracia Marcin i Rafał Mroczkowie, Steffen Möeller, Andrzej Precigs, Marek Kalita, Robert Moskwa i Marcin Probosz. W drużynie “Tylko mnie kochaj” zagrali z kolei Maciej Zakościelny i Przemysław Sadowski - obaj w błyskach fleszy od pierwszej minuty rozgrzewki aż do ostatniego gwizdka. Na trybunach siedziała też para gości specjalnych: królowa polskich seriali, czyli Ilona Łepkowska i producent Tadeusz Lampka.

Godzina 18:30 - z głośników na stadionie płynie głos Włodzimierza Szaranowicza.

-”Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? To, proszę państwa, rozstrzygnie się już za kilkadziesiąt minut!”

“M jak Miłość” super grają więc kibice ich kochają!

Gwizdek sędziego i piłka w grze - zaczyna się pierwsza tercja meczu (filmowcy grali 3 razy 20 minut). “M jak Miłość” atakuje ostro już od pierwszej minuty. Od razu widać, że bracia Mroczkowie - którzy na co dzień trenują w Reprezentacji Artystów Polskich - na rzeczy się znają. Pierwszy gol pada już w czwartej minucie meczu: strzela Rafał. Na trybunach szał.

Drużyna “Tylko mnie kochaj” nie ma wyjścia - musi zagrać ostro. Piłkę próbuje przejąć Maciej Zakościelny. I od razu widać, że jego domena to jednak sporty walki… Lata treningu wchodzą w krew.

-”Maciek nie fauluj!”- upomina aktora komentator. Ale zaraz dodaje:

- “No, Maciek jest przecież karateką, taka już jego natura…”

Chwilę później piłkę prowadzi już Steffen Möeller.

- “Brawo Steffen! Solidna, niemiecka szkoła!” - chwali Szaranowicz. Kibice są jednak innego zdania. Gdy Steffen długo nie podaje piłki kolegom, z trybun słychać “życzliwą” radę:

- “Stefan, nie bądź taki samolubny, bo cię Małgośka rzuci!”

19 minuta meczu.

“Na boisko postanowił wejść Ryszard Zatorski”- ogłasza Szaranowicz. Reżyser, choć pracuje przy obu produkcjach, tym razem gra w drużynie “Tylko mnie kochaj”.

- “Ricardo Zatorski! Precyzyjny jak zawsze! Od razu obejmuje kontrolę!”

I rzeczywiście. Już po chwili “Tylko mnie kochaj” przejmuje piłkę. Do bramki rywali zbliża się operator Tomasz Dobrowolski.

- “Dobrowolski jak Ronaldino - nie do zatrzymania!”- krzyczy komentator.

Niestety, kolejną akcję przerywa gwizdek sędziego. Koniec I tercji.

W przerwie meczu z głośników płynie hymn “We are the champions”. Steffen Möeller podbiega do trybun, gdzie już czeka na niego Agnieszka Fitkau-Perepeczko, która od razu, matczynym gestem, bierze “syna” w objęcia…

“M jak Miłość” strzelcie gola!

Taka jest kibiców wola!

Kolejny gwizdek sędziego - i piłka znowu w grze. “M jak Miłość” specjalizuje się w golach na “dzień dobry”. Tym razem - w pierwszej minucie II tercji - bramkę strzela Paweł Jurek, scenarzysta serialu. 4 minuta i wynik zmienia się na 3:0 dzięki Marcinowi Mroczkowi. Ostatecznie bliźniak nie może być gorszy od brata…

- “Dostajecie lanie, bo w głowie wam tylko kochanie”- komentuje Szaranowicz, najwyraźniej skryty wielbiciel serialu.

“Tylko mnie kochaj” decyduje się na ostrą grę. Najczęściej fauluje Michał Lipski - dla kolegów “Ryba” - II kierownik produkcji.

-”O, tu rzeczywiście zahaczył go płetwą…” - komentuje Szaranowicz.

- “Zatkać mu skrzela!” - pada okrzyk z trybun.

Zamiast tego, po kolejnym przewinieniu sędzia bierze “Rybę” na bok i każe… położyć mu się na murawie!

- “Lipski od początku gra bardzo twardo. Teraz za karę musi zrobić pompki!” - ogłasza komentator.

Energii “Rybie” jednak przez to nie ubywa. Już po chwili piłka znowu niebezpiecznie krąży przy bramce “M jak Miłość”…

- “A sio stąd!” - z trybun przegania wrogą drużynę Simona, czyli Agnieszka Fitkau-Perepeczko.

I to działa - piłka znowu wraca do serialowych bliźniaków.

- “No, bracia Mroczkowie, wyraźnie widać, że to zawodowcy! - rzuca z podziwem Szaranowicz.

11 minuta - pierwszy gol dla “Tylko mnie kochaj”. Honor drużyny celnym strzałem ratuje Maciej Zakościelny. Kibice serialu próbują jednak protestować: po triumfalnym rajdzie aktora z piłką na boisku leży dwóch graczy z serduszkami… Komentator szybko fanów ucisza.

- “Nie, tym razem faulu nie było! A ci dwaj zawodnicy upadli przed Maćkiem na murawę w miłosnym zauroczeniu…”.

12 minuta - “M jak Miłość” powiększa swoją przewagę. Strzela Rafał Mroczek - już po raz drugi tego wieczoru.

- “Producent Tadeusz Lampka przed meczem powiedział mi, że na pewno będzie pięć bramek. I pięć jest. Czyżby zapisano to w scenariuszu?” - pyta przez głośniki Szaranowicz.

Zaraz pada jednak odpowiedź:

-”Nie, pani Ilona Łepkowska mówi mi, że nie!”

Po kolejnej niebezpiecznej akcji braci bliźniaków komentator rzuca:

- “Informacja dla Mroczków: na trybunach jest obserwator trenera Pawła Janasa. Chłopaki, uwijajcie się, mundial czeka!”

17 minuta - 5:1. Tym razem triumfuje aktor Marek Probosz.

- “Ten strzał był naprawdę piękny…” - zachwyca się Szaranowicz.

Kibice szaleją ze szczęścia, ale kolejna akcja “M jak Miłość” kończy się niepowodzeniem.

- “Jak oni to przestrzelili, to już pozostanie ich tajemnicą… Ale przy takim wyniku mogą sobie na to pozwolić!” - komentuje Szaranowicz.

Gwizdek sędziego obwieszcza drugą przerwę. Boisko opanowują dziennikarze, fotografowie i ekipy telewizyjne. Każdy liczy na wywiad lub chociaż kilka zdjęć. Przez chwilę można pomyśleć, że mecz to dla filmowców jedynie rozgrzewka - prawdziwe starcie czeka ich z prasą…

“M jak Miłość” mistrzem! To jest oczywiste!

Kolejny gwizdek i zaczyna się ostatnia tercja. Tym razem w pierwszych minutach szczęście od “M jak Miłość” się odwraca. Maciej Zakościelny z rzutu karnego zdobywa drugą bramkę. Wynik: 5:2.
- “Jeszcze jeden!” - skandują fani serialu. I kolejny gol rzeczywiście pada - tyle, że… do ich bramki. W 7. minucie Przemek Klej zmienia wynik na 5:3. Drużyna serialu szybko jednak wraca do bezpiecznej przewagi. Dwie minuty później na elektronicznej tablicy widać już 6:3. Kolejnego gola strzela Marcin Mroczek - oczywiście, by dorównać bratu.

- “Kryniu, stawiaj jazdę na bramce!…” - kpi z bramkarza przeciwników ekipa “M jak Miłość”. Dla niewtajemniczonych: “Kryniu” to Marcin Kryński, który jest wózkarzem i ową “jazdę” obsługuje. A “jazda” to po prostu wózek i szyny, dzięki którym kamera płynnie przesuwa się na planie. Taka delikatna sugestia, że bez kółek bramkarz nie jest dość ruchliwy…

2 minuty do końca meczu. Kibice wstrzymują oddech… Jest! Kolejny gol dla “Tylko mnie kochaj” - 6:4 - dzięki świetnej akcji operatora Tomasza Dobrowolskiego.

Drużyna komedii zmienia taktykę. “Ryba” Lipski próbuje wziąć sędziego na litość: gdy potrąca go zawodnik serialu, pada na murawę…

- “Ryba powinien do szkoły teatralnej się dostać, tak odegrał ten faul! Nawet przekoziołkował!”- kpi z kolegi Joasia Koroniewska.

Sędzia również nie daje się zwieźć. Zbliża się koniec meczu. Kibice na trybunach zaczynają odliczanie:

- “Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem…”

W ostatniej sekundzie sędzia zatrzymuje grę. Rzut wolny dla “M jak Miłość”. Przed bramką “Tylko mnie kochaj” ustawia się żywy mur z piłkarzy.

- “Ej, przesunąć tę scenografię!” - kpią z rywali kibice serialu. Niestety, żywa “dekoracja” ani drgnie - ten strzał wyniku spotkania już nie zmienia. Ale wygrana “M jak Miłość” i tak jest imponująca: 6:4.

Po meczu na środek wychodzą Ilona Łepkowska i producent Tadeusz Lampka. Razem wręczają wszystkim zawodnikom pamiątkowe medale - drużyna serialu zdobywa oczywiście złoto.

Koniec spotkania nie oznacza jednak końca rywalizacji. “Tylko mnie kochaj” liczy na rewanż -być może w pojedynku na liczbę widzów. Serial “M jak Miłość” ma ich co tydzień aż dziesięć milionów. Czy najnowsza komedia romantyczna Ryszarda Zatorskiego też przyciągnie do kin miliony? Odpowiedź już na Walentynki…

Alfabet pewnego listopadowego dnia

24-08-2006
z Panią Lucyną Barszczewską

A - Ale się działo!
22 listopada 2002 roku miałam możliwość zwiedzić plan filmowy serialu “M jak miłość”. Był to wspaniały i niezapomniany dzień, pełen zaskakujących niespodzianek.

B - Barszczewska Lucyna
Przemiła osoba, w której gabinecie mogłam się rozlokować, po przyjechaniu do hali w Orzeszynie - gdzie kręcony jest serial. Z troskliwością mamy, pytała, czym się zajmuję, jak mi się podoba. Wpisała do mojego zeszytu z autografami wspaniałą dedykację.

C - Charakteryzatorki, - czyli…
Dwie Panie Jolanty. Mogłam na własne oczy zobaczyć jak wygląda ich praca. Były w ciągłym ruchu i nieustannej gotowości poprawianie wizerunku aktorów.

z Panem Robertem Gonerą

D - Dużo kabli i kamer
Ciągnące się w nieskończoność kilometry kabli były imponujące. Trzeba było naprawdę uważać, aby się nie potknąć. Kamery przeróżne. Jedne niewielkie na kółkach, a drugie ogromne. Lampy świecące z wielką siłą o przerażających gabarytach.

F - Fajna opiekunka, - czyli…
Pani Małgosia Karnaszewska. To właśnie ona czuwała nade mną przez cały dzień. Odebrała mnie z dworca centralnego, a potem pokazywała filmowe zakamarki. Jest autorką większości zdjęć, na których jestem z bohaterami serialu.

G - Gonera Robert
Filmowy Jacek pojawił się na planie po południu. Grał z Panią Ostałowską w jednej scenie. Bez wahania zgodził się na zrobienie zdjęcia. Sympatyczny człowiek.

z Panią Natalią Koryncką-Gruz

H - Hala w Orzeszynie
Z zewnątrz niepozorny budynek. Za to w środku cały plan, to, co widzimy siedząc przed telewizorem. Wszystko w jednym miejscu, obok siebie. Z mieszkania do mieszkania przechodziłam, bez najmniejszych trudności. Mogłam wszystkiego dotknąć, usiąść gdzie chcę i robić zdjęcia do woli.

I - Inscenizacja
Zmieniała się w zależności od kręconej sceny, ale nieznacznie. Głównie jedzenie. Podczas śniadania Pani Ewa Kowalska dbała o “smaczne” rekwizyty. Większość rzeczy po prostu stoi na swoim miejscu i się ich nie rusza. A ja wiem, co jest nieprawdziwe J, a nigdy bym się tego nie domyśliła oglądając serial.

J - Jedzenie pysznej ryby
O całą ekipę trzeba również zadbać pod względem kulinarnym. Rano dostaliśmy kanapeczki. Kawę lub herbatę mogłam sobie zaparzyć sama w ogólnodostępnej kuchni. W przerwie, przeznaczonej właśnie na obiad przywieziono pyszne jedzonko. W towarzystwie mojej opiekunki zjadłam risotto z dzikiego ryżu i rybę po grecku. Aktorzy będący na planie spożywali obiad w filmowym bufecie sądu

z Panem Kacprem Kuszewskim

K - Kuszewski Kacper
Pojawił się na planie przed południem. Grał w jednej scenie z Panem Stefanem Möllerem. Także zgodził się na wspólne zdjęcie.

L - Lipowska Teresa
Pierwsza osoba, z aktorów, z którą, zaraz po przyjechaniu rozmawiałam. Przemiła i pełna ciepła. Na zewnątrz przed halą zrobiłyśmy sobie zdjęcie. Później, podczas kręcenia scen, rozmawiałyśmy w przerwach. Pani Teresa opowiadała mi o pracy w teatrze i o swoim niedawno obchodzonym jubileuszu. Na wyciągnięcie ręki podziwiałam jej 100 % profesjonalizm aktorski.

Łasuch, - czyli…
Przyjacielski pies planu filmowego o imieniu Blenda. Stróż orzeszyńskiej hali.

z Panią Teresą Lipowską

M - Möller Stefan
Pojawił się na planie przed południem. Grał w jednej scenie z Panem Kacprem Kuszewskim. Niestety nie udało mi się z Panem Mollerem zrobić wspólnego zdjęcia. Ale wpisał mi dedykacje do zeszytu z autografami.

N - Natalia Kornycka - Gruz
Pani reżyser przyjechała na plan po południu. Tego dnia reżyserowała dwie sceny. Bardzo dokładna i skrupulatna w swojej pracy. Zwracała uwagę na najdrobniejszy szczegół. Także zgodziła się na wspólne zdjęcie w towarzystwie II reżysera.

O - Ostałowska Dominika
Koło południa przekroczyła próg hali orzeszyńskiej. W długim czarnym płaszczu, kapelusiku i ciemnych okularach była nie do poznania. Na ponad godzinę zaszyła się w garderobie. Grała w dwóch scenach. Znalazła się chwilka, abyśmy mogły porozmawiać. Jej cichy, szczepczący głos ma siłę przyciągania. Kiedy okazało się we wspólnej rozmowie, że obie jesteśmy młodymi mamami, Pani Dominika zaczęła opowiadać o swoim synku. Przez chwilę, czułam się jakbym rozmawiała z koleżanką, którą znam od lat. Wspaniała osoba.

z Panią Dominiką Ostałowską

P - Pyrkosz Witold
Gdy przyjechałam do Orzeszyna serialowy Lucjan już tam był. Rano miał tylko jedna scenę z Panią Lipowską. Aktor z krwi i kości. Podczas nagrania skoncentrowany, a w przerwie wszystkich rozśmieszał. Kawałami sypał jak z rękawa, ku uciesze realizatorów i wszystkich na planie. Niestety po nagraniu szybo pojechał do domu i nie udało mi się zrobić z nim wspólnego zdjęcia.

R - Rabińska Justynka
Nowa bohaterka filmu. Tego dnia miała pierwsze nagranie. Przyjechała na plan z mamą. Dostała się do filmu z castingu. Będzie grała córeczkę Teresy, kuzynki Mostowaików. W moim zeszycie z autografami narysowała śliczny rysunek dla mojej córeczki.

S - Sydor Joanna
Także nowa bohaterka. Mama Agnieszki (Justyna Rabińska). Aktorka zagrała tylko w jednej scenie. Spieszyła się do teatru na nagranie. Nie zdążyła zrobić ze mną zdjęcia.

z Panem Ryszardem Zatorskim

T - To trzeba naprawdę zobaczyć
Chyba żadna pisanina nie odda tego, co zobaczyłam. To po prostu trzeba zobaczyć. Tam trzeba być. (…)

U - Ubrania
Czyli właściwie ich niezliczona ilość. Aktorzy grają w ubraniach “filmowych”. Mimo, że serial jest współczesny i mogliby mieć swoje, przebierają się w garderobie. Czasami nawet kilka razy dziennie. To z powodu, że kręcone są sceny do kilku odcinków. Garderobę podziwiałam z daleka. Do niej i do charakteryzatorni był wstęp wzbroniony.

W - Wszyscy byli…
Wspaniali. Naprawdę czułam się mile zaskoczona, że nie jestem traktowana jak potencjalny intruz. Nie ukrywam, że troszeczkę z takim nastawieniem jechałam na plan. Spędziłam wspaniały dzień wśród osób, których do tej pory mogłam podziwiać z ekranu telewizora, lub czytać o nich na stronach internetowych.

moja Julka podziwia zdjęcia

Z - Zatorski Ryszard
Reżyser pierwszej części dnia. Miły i sympatyczny człowiek. Zgodził się bez wahania na wspólne zdjęcie. Pozwolił oglądać tajniki reżyserki. Opowiadał z wielką pasją o tym, co robi. Miał wspaniały kontakt z aktorami.

Relacjonowała: Katarzyna Pąpka.

Niezapomniana środa

24-08-2006

Kasia Jankowska na wizytę na planie “M jak Miłość” czekała od dawna. I od początku postanowiła ją zamienić w… wielkie polowanie na autografy. Wszystko dlatego, że Kasia jest prawdziwą Fanką (i to przez Naprawdę Wielkie F) kina. W przyszłości chce zdawać do szkoły teatralnej w Warszawie lub Krakowie. Od kilku lat nie opuściła też żadnego festiwalu w Międzyzdrojach - w sumie zebrała już ponad 300 autografów aktorów. A na serialowym planie zdobyła kolejne jedenaście…

Wizyta w Orzeszynie była dla Kasi na tyle ważna, że specjalnie dla spotkania z twórcami “M jak Miłość” zrezygnowała z wyjazdu razem ze swoją klasą do Danii. Do Warszawy przyjechała już dzień wcześniej. M.in. dlatego, żeby pójść do Teatru Powszechnego i zobaczyć “w akcji” jedną ze swoich ulubionych aktorek - p. Dominikę Ostałowską (w spektaklu “Po deszczu”).
Na planie w Orzeszynie Kasi towarzyszył Tata, który cierpliwie obfotografowywał córę z każdym napotkanym na hali aktorem. Cała przygoda zaczęła się już o 9 rano, gdy z Wytwórni Filmowej odjechał autobus z członkami serialowej ekipy…
NIEZAPOMNIANA ŚRODA

z planu…

2 kwietnia 2003 r. to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu - bo przecież nie co dzień spełniają się najskrytsze marzenia. Właśnie tego dnia odwiedziłam plan serialu “M jak miłość” i Orzeszyn pod Warszawą, gdzie znajduje się wielka hala, zbudowane są serialowe mieszkania Mostowiaków, a nawet sądowy bufet. Wszędzie mnóstwo długich kabli, kamer i lamp, łatwo się tam zgubić.

Pierwszą osobą, którą spotkałam po przyjeździe do Orzeszyna był serialowy Łukasz, czyli Franek Przybylski.Przemiły chłopiec, wszędzie go pełno, ulubieniec całej ekipy. Później przyjechała jego serialowa mama. Czekałam na nią z niecierpliwością, ponieważ bardzo lubię i cenię Dominikę Ostałowską. Rzeczywiście jest niezwykłą osobą, emanuje od niej ciepło i spokój. Podczas kręcenia poszczególnych scen bardzo skupiona, profesjonalistka w każdym calu. Podczas przerw ciągle uśmiechnięta, znacznie różni się od wiecznie niezdecydowanej sędzi Marty Mostowiak.

z Panem Witoldem Pyrkoszem

W południe przyjechali Witold Pyrkosz i Teresa Lipowska. Pan Pyrkosz bardzo wesoły, sypał dowcipami jak z rękawa, rozśmieszając całą ekipę. Pani Lipowska to naprawdę wspaniała osoba. Bardzo miła, życzliwa i ciepła, dla każdego miała choć chwilkę czasu. Jest taka sama jak kreowana przez nią Barbara.

z Panią Małgorzatą Kożuchowską


Później próg orzeszyńskiej hali przekroczyły Anita Jancia i Małgorzata Kożuchowska. Anita Jancia, chociaż bardzo się spieszyła zrobiła sobie ze mną zdjęcie i zamieniła kilka słów. Małgosia Kożuchowska ma w sobie jakiś magnetyzm - coś, co przyciąga wzrok. Niezwykle elegancka, gustownie ubrana, jak i również bardzo miła.

z Panem Steffenem Möllerem

Na planie pojawił się również Steffan Moller. Świetny człowiek, posiadający wyjątkowe poczucie humoru, bardzo rozmowny, potrafiący rozśmieszyć największego smutasa. A do tego przystojniejszy niż na szklanym ekranie.
Późnym popołudniem na planie pojawiła się Małgorzata Pieńkowska i bracia Mroczkowie. Marcin i Rafał zrobili na mnie ogromne wrażenie.

z Marcinem i Rafałem Mroczkami

Przede wszystkim są bardzo naturalni. Rozmawiając z nimi czułam się, jakbym znała ich od lat. Małgorzata Pieńkowska to również bardzo sympatyczna osoba. Swoją życzliwością przypominała trochę serialową Marysię. Bez wahania zgodziła się na wspólne zdjęcie. Miałam okazję poznać również jednego z reżyserów serialu pana Waldemara Szarka. Sympatyczny, aczkolwiek w stosunku do aktorów bardzo wymagający, konsekwentny i zwracający uwagę na każdy szczegół.

Mogłam także bezpośrednio uczestniczyć w nagrywaniu poszczególnych scen i poznawać tajniki reżyserii.

w charakteryzatorni

Byłam również w charakteryzatorni - to właśnie tutaj aktorzy udają się po przyjeździe na plan, czasem nawet na ponad godzinę. Miałam przyjemność poznać dwie wspaniałe panie Jole - charakteryzatorki, które cały czas czuwały nad poprawianiem wizerunku aktorów. Podziwiałam też garderobę, gdzie znajduje się wiele filmowych ubrań - zaczynając od piżamy Łukasza, a kończąc na sędziowskich togach.

w mieszkaniu Zduńskich

Będąc na planie mogłam zajrzeć w każdy zakamarek, wszystkiego dotknąć, wszędzie usiąść. To było naprawdę cudowne uczucie, choć na chwilę znaleźć się w innym, nierealnym świecie.
Nie tylko aktorzy, ale również cała ekipa, tzn. dźwiękowcy, operatorzy, charakteryzatorki, dekoratorzy wnętrz i wszyscy inni byli wspaniali. Zostałam przez nich bardzo ciepło i serdecznie przyjęta, za co jeszcze raz bardzo im dziękuję.(…)
Cieszę się, że mogłam poznać tylu wspaniałych ludzi, których dotąd znałam tylko ze szklanego ekranu.
To wszystko jest dowodem na to, że marzenia się spełniają …
Na pewno nie zdołałam tu wszystkiego opisać, bo to trzeba naprawdę przeżyć!

Małgosiu, monitory nam spadają!

24-08-2006
Małgorzata Pieńkowska
i Cezary Morawski

- “Krzysztof? Niepotrzebnie się denerwowałeś! Przyszło ze 20 osób… Krzysztof, gdzie jesteś?” - Maria otwiera drzwi i od progu woła męża. Odpowiada jej cisza: Krzysztofa nie ma w domu. Zduńska staje zaskoczona na środku kuchni…
- “Stop! Dobra, kupione!” - słychać okrzyk zza ściany, za którą ukrywa się serialowa ekipa.
- “No, to teraz kręcimy jeszcze bliskie plany” - decyduje Natalia Koryncka-Gruz. Na monitorze reżyserki pojawia się twarz Małgorzaty Pieńkowskiej. Aktorka przez wakacje zmieniła się nie do poznania: krótkie, rozjaśnione włosy, sylwetka modelki… Od razu widać, że kamera po prostu kocha jej nowy wizerunek.
- “Małgosiu, musisz utrzymać formę! Jesteś taka laska, że monitory spadają!” - krzyczy przez ścianę z dykty operator obrazu. Zaskoczona aktorka nawet nie wie, co odpowiedzieć. Wybawia ją dopiero jeden z kamerzystów.
- “No dobra, to podnieście te monitory i kręcimy!” - słychać zza dekoracji.

Tak naprawdę, tym razem na planie w Orzeszynie najciekawsze miejsce to wcale nie hala z dekoracjami, ale… kuchnia na zapleczu. Pierwszego dnia po wakacyjnej przerwie aż huczy od wspomnień - i to od samego rana. W przerwie ujęć, co chwila wpadają do niej aktorzy i cała ekipa. Wszyscy, jak przystało na środek lata, opaleni na ciemny brąz.

- “O, dzień dobry!” - Do kuchni zagląda, jak zwykle uśmiechnięta, Kasia Cichopek. Pierwsze uściski na powitanie - i pierwsze opowieści o podróżach. Kasia wyjechała do Wiednia: przez miesiąc chodziła na kurs niemieckiego.
- “I co, wypoczęta?” - wypytuje Lucyna Barszczewska, II kierownik produkcji.
- “A gdzie tam! Przez cały dzień nauka. Teraz dopiero powinnam zrobić sobie drugie wakacje…”
- “No i to życie nocne…”- rzuca domyślnie ktoś z ekipy.

Katarzyna Cichopek

- “A żebyś wiedział! Co noc do czwartej nad ranem!” - podchwytuje Kasia. O Wiedniu może opowiadać godzinami. - “To miasto jest niesamowite: przez całą noc na ulicach widać tłumy! Na placu przed ratuszem urządzono nocne kino i o drugiej było tam ze dwa tysiące ludzi! A muzyka w klubach jest po prostu świetna! Tylko te ceny: 40 zł za bilet. Co wieczór szukaliśmy w internecie, gdzie są darmowe wejściówki…”
- “Po tych klubach to pewnie i kalorii przybyło…” - żartuje ktoś za jej plecami.
- “A nie! Ale i tak od dwóch tygodni nie jem chleba. Bo pani od kostiumów to by mnie zabiła, gdybym po wakacjach nie weszła w bluzki!” - śmieje się aktorka.

Teresa Lipowska i Witold Pyrkosz

Z kolei reżyser Natalia Koryncka-Gruz urlop spędziła w Chorwacji, nad Adriatykiem. Wróciła zrelaksowana, wypoczęta i… stęskniona za pracą.
- “Dla mnie wakacje są świetne, ale tylko do dwóch tygodni!” - przyznaje ze śmiechem. - “Na wyjeździe wytrzymuję maksymalnie dziesięć dni. Później zawsze myślę, że najwyższa pora zająć się czymś aktywniej! A poza tym u nas na planie panuje rodzinna atmosfera, wszyscy bardzo się lubimy… Po prostu miło znowu się zobaczyć! No i powymieniać wrażenia z wakacji…”
Od pracy nie odstraszają jej nawet upały. Co prawda na dworze jest “tylko” 26 stopni, ale w dusznej hali, w świetle reflektorów, panuje mikroklimat niczym pod równikiem…
- “Tak, jest gorąco i to oczywiście bardzo utrudnia nam pracę” - przyznaje reżyserka.
- “Nawet ze względów charakteryzatorskich, bo aktorom trzeba częściej poprawiać makijaż. Ale myślę, że dotąd radziliśmy sobie z różnymi warunkami atmosferycznymi, więc upały też nas nie powalą!”
A jaka pogoda jest dla filmowców najlepsza?
- “Umiarkowana, jak w maju albo we wrześniu. Nie za ciepło, ale słonecznie. Wtedy jest też bardzo piękne światło… I na pewno takiej pogody byśmy sobie życzyli. Choć widzowie na urlopach mają pewnie na ten temat zdecydowanie inne zdanie!” - śmieje się artystka.
Z kolei Lucyna Barszczewska spędziła urlop na Krecie i w Ciechocinku.
- “W Grecji było 45 stopni w słońcu: nie dało się wyleżeć dłużej, niż godzinę. Ale opaleniznę mam taką, że dotąd swędzą mnie plecy!” - opowiada bawiąc się naszyjnikiem z korali i turkusów, pamiątką z wyjazdu.
- “Byłam też na wycieczce promem na Santorini. Miejsce jak z bajki: te wąskie uliczki, niebieskie dachy… No i ten statek: to mój pomysł na życie! Żeby tak wsiąść na okręt i płynąć przed siebie…”
Tak naprawdę, serial towarzyszył p. Lucynie nawet na bajkowym Santorini. Co chwila dzwoniła do Orzeszyna, żeby sprawdzić, jak postępuje remont. Po wakacjach w hali jest mnóstwo zmian: pomalowana na szaro posadzka, pod sufitem efektowne, kolorowe materiały, które wygłuszają pogłos. Do budynku prowadzi też nowa droga: rozjechane koleiny i błoto zastąpił gładki asfalt. Wieczorami mieszkańcy Orzeszyna przychodzą tutaj na spacer. Matki wiozą w wózeczkach dzieci, młodzież trenuje jazdę na łyżworolkach…
Pod znakiem “M. jak Miłość” upłynął też p. Lucynie pobyt w Ciechocinku.
- “Nagle okazało się, że tam wszyscy oglądają nasz serial! I oczywiście dopytują się o szczegóły: czy Marta z Jackiem się rozstaną, czy będą się kochali… Godzinami musiałam snuć opowieści i zdradzać filmowe tajemnice!” - śmieje się p. Lucyna popijając miętową herbatę. Oczywiście z filiżanki, która “gra” w serialu - a konkretnie z zastawy, która już wkrótce trafi do mieszkania Norberta.

- “O, cześć!” - Do kuchni zagląda Rafał Mroczek.
- “Wakacje? Byłem w Chorwacji. Ale wyjechałem dopiero po sesji…” - rzuca w biegu. Chwyta kanapkę, herbatę i pędzi do charakteryzacji.
Pół godziny później jest już na planie. Ekipa zakłada na reflektory pomarańczową przesłonę - u Zduńskich zapada późne popołudnie. Maria cierpliwie obiera ogórki na sałatkę. Nagle słychać brzęk kluczy: do domu wpada wygłodniały Paweł. I tu pojawia się problem. Rafał “zacina się” na zdaniu: “Żołądek mi przyrósł do krzyża…”.
- “Rafał, tekst znowu porąbany!” - denerwuje się II reżyser Adam Iwiński. - “A kiszki mu nie mogą zagrać?” - rzuca litościwie Ryszard Krupa, operator dźwięku. Może to łatwiej będzie powiedzieć? Ale zmiana w dialogu wcale nie jest konieczna. Przy kolejnym ujęciu, feralne zdanie gładko przechodzi przez gardło aktora. Nie ma rady: trzeba zapomnieć o wakacjach… Chociaż, kto wie? Może scenarzyści wyślą w końcu Pawła na wymarzone wakacje?

Franek nie chce do domu

24-07-2006

Plątanina kabli, procesja z rekwizytami, miarowe człapanie Pyśki w tle - tak w Orzeszynie zaczyna się 26. dzień zdjęć na planie “M jak Miłość”. Kable prowadzą do serialowego mieszkania Marty Mostowiak. Rekwizyty są wszelkiej maści i pokroju: od pietruszki po telewizor. I wielofunkcyjne: np. regał na akta w gabinecie sądu bywa też szafą na kurtki w pokoju kierownika planu. A Pyśka to wszędobylski kundelek dekoratorki wnętrz, który plan zna lepiej od samych filmowców…

TELEWIZOR:1, EKIPA:0

Tego dnia, jak przystało na serial rodzinny, większość ujęć jest kręcona w domowym zaciszu. A to oznacza problemy z całą masą tzw. rekwizytów grających. Rekord złośliwości już w pierwszej scenie bije telewizor. Konsekwentnie odmawia owej “gry”. Zapowiada się obrazek jak z dowcipu: Franek Przybylski (serialowy 7-letni Łukasz) ma nacisnąć przed kamerą pilota, ktoś za nim dać z ukrycia znak ręką, a jeszcze inny “ktoś” włączyć telewizor od tyłu. A wizji i fonii jak nie było, tak nie ma.
-”Technika nas zjada!”- pada komentarz zza dekoracji…

ŻYWE SREBRO
Najbardziej aktywny członek ekipy to oczywiście Franek. Z nudów gra w piłkę z technikami, jeździ po szynach na wózku od kamery i bawi się w wojnę. Na próbach stroi małpie miny do kamery. A kuchenny stołek do sceny w domu Marty Mostowiak zamienia w samochód wyścigowy i “pędzi” na nim 200 km/h. Gdy pada hasło “Akcja!” zamienia się co prawda na chwilę w poważnego aktora, ale zaraz potem znowu biega po labiryncie dekoracji. Efekt - zderzenie czołowe ze ścianą z dykty. A Łukasz Mostowiak w następnej scenie siada do kolacji z mamą (Dominika Ostałowska) i Jackiem (Robert Gonera) z opatrunkiem wystającym spod ciemnej grzywki…

“M” JAK MRÓZ
Pomimo tego wypadku, Franek tak lubi pracę na planie, że nawet nie zauważa dotkliwego zimna w hali zdjęciowej. Za to reszta ekipy co chwila skarży się na brak kaloryferów. Kto może wychodzi ogrzać się na zalane słońcem podwórze. Dominika Ostałowska po każdym ujęciu jest troskliwie opatulana przez charakteryzatorkę w szalik. I nic dziwnego - aktorka musi być w formie, bo wieczorem gra gościnnie w Teatrze Współczesnym.

Zbliża się wieczór. Po całym dniu pracy, ekipa zbiera się przy mikrobusach. Okazuje się jednak, że brakuje Franka… Mały aktor przekomarza się ze swoją opiekunką. Nie chce zdjąć serialowej piżamki (ostatnią scenę kręcono w sypialni) i przebrać się w “cywilne” ciuchy. Zabawa w film tak mu się podoba, że w Orzeszynie najchętniej spędziłby całą noc. W końcu, niechętnie, wsiada do taksówki i jedzie do domu. Ale buzia układa mu się w “podkówkę”… Może humor mu się poprawi, gdy zobaczy siebie (a właściwie Łukasza Mostowiaka) na ekranie telewizora?

Reżyser Natalia Koryncka-Gruz w akcji.
…w oku kamery

Las kamer… i muchomorów

24-06-2006

W Orzeszynie pod Piasecznem trwają zdjęcia do pierwszych odcinków serialu “M jak Miłość”. Hala z dekoracjami stoi na uboczu - niepozorny budynek, tuż obok pola ziemniaków i lasu z muchomorami. Jednak wejście do niego to przeskok do innego świata - filmowej iluzji. Prawie jak w “Alicji w krainie czarów”…

Gdy nie ma ekipy, opuszczony plan wygląda jak gigantyczny dom lalek. W środku tkwią poutykane ciasno pokoje trzech pokoleń Mostowiaków. Serialowe mieszkania dają złudzenie “podglądania” prawdziwych domów - na to wrażenie pracuje ekipa od scenografii. Ważny jest każdy obrazek na ścianie, książka na półce, nawet “niedbale” rzucona na stół gazeta. Z takich szczegółów buduje się wizerunek postaci.

Realizm świata Mostowiaków pryska, gdy spojrzy się na sufit, którego… nie ma. Ściany z dykty nagle urywają się i dopiero parę metrów wyżej widać betonowe sklepienie hali. Ale oko kamery tak daleko nie zagląda…
Gdy rano przyjeżdża ekipa, plan ożywa. Najpierw wkraczają technicy - podłączają oświetlenie, ustawiają kamery, donoszą brakujące rekwizyty. Aktorzy pojawiają się dopiero na końcu - po tym, jak cierpliwie poddali się charakteryzacji.
Najłatwiej na planie spotkać odtwórców głównych ról: Teresę Lipkowską (Barbara Mostowiak) i Witolda Pyrkosza (Lucjan Mostowiak). Prawdziwym ulubieńcem ekipy jest jednak mały Franek Przybylski, grający 7-letniego Łukasza Mostowiaka. Co chwila ktoś daje mu się namówić na grę w piłkę - to chwila wytchnienia przy wielogodzinnej pracy. Najlepiej Franka rozumie oczywiście serialowa mama: Dominika Ostałowska. Wspólne próby to dla nich zwykle okazja do zabawy. Nawet, jeśli potem nie zawsze pamięta się tekst…

A w scenariuszu, do którego zerkają wtedy aktorzy, najważniejsze są uczucia. Tytuł “M jak Miłość” do czegoś przecież zobowiązuje. Na planie zapłonęły więc już więc pierwsze romanse, a czasami iskrzy się też nienawiść… Oczywiście tylko na taśmie filmowej.

Reżyser Natalia Koryncka-Gruz w akcji.
…w oku kamery

W oku cyklonu… i w oku kamery

24-05-2006

Bywają złośliwe, uparte i nieobliczalne. Serialowej ekipie dają w kość bardziej, niż jakakolwiek aktorska gwiazda. Kto, co i dlaczego? Przedmioty martwe - bo taka już ich natura.

W OKU CYKLONU…
45. dnia zdjęć na planie “M jak Miłość” między ludźmi i rzeczami zapanował względny pokój. Może dlatego, że rekwizyty były “z wyższych sfer”: sznur pereł, bukiet róż, butelka szampana - a to zobowiązuje do dobrych manier. Skąd tak wyszukany zestaw? Odpowiedź zapisano w scenariuszu: przyjęcie w domu Barbary i Lucjana.
Dla Mostowiaków zabawa - dla ekipy ciężka praca. Fachowcy od dekoracji od rana zamieniają się w kucharzy, żeby bohaterowie mieli co położyć na talerzach. Pralka działa non stop, bo jednego dnia filmuje się sześć scen, a w każdej są inne kostiumy. W ostatniej chwili trzeba naprawić zepsute zapięcie pereł Barbary, potem zmienić dialog w scenariuszu… Ekipa dwoi się i troi, żeby praca szła zgodnie z planem.

Nie wszystko jednak zależy od ludzi. Ostatnie słowo mają zawsze… przedmioty martwe. Tym razem buntuje się elektryka.

-”Śmierdzi rozgrzana guma!” - alarmuje jeden z techników. - “Uwaga, kabel gdzieś się pali!”.

Zagrożenie jest duże, bo dekoracje zbudowano z dykty. Wystarczy iskra… Zepsuty przewód znaleźć trudno, gdyż całą podłogę pokrywają zwoje kabli. W efekcie pół ekipy tropi podejrzany zapach… z nosem przy ziemi. Winny okazuje się zepsuty elektryczny kaloryfer. Technicy oddychają z ulgą - taka usterka jest niegroźna. Choć zamieszanie spore.

…I W OKU KAMERY
Można znowu filmować. Reżyser Natalia Koryncka-Gruz nie odrywa wzroku od monitorów, na których śledzi nagrywany obraz.

- “Zoomój! Bardziej na lewo! Jeszcze zacieśnij!” - padają komendy dla kamerzystów.

Liczy się każdy szczegół - pozycje aktorów planuje się co do centymetra. W miejscu, gdzie mają stanąć, ekipa przykleja na podłodze iksy z taśmy. Dzięki temu, gdy Barbara Mostowiak wygląda przez okno, słońce rozjaśnia jej twarz z idealnym wręcz realizmem - jak na parę reflektorów, oczywiście…

Dobre oświetlenie jest najważniejsze. Dodaje scenie życia. A dobrzy aktorzy wiedzą, jak je “przyciągnąć”.

- “Małgosiu, z tej strony ładnie łapiesz światło w oku. Czujesz?” - pyta Małgorzatę Pieńkowską reżyserka.

- “Tak! Mam grać na to oko?” - upewnia się aktorka. Już po chwili, gdy Maria Zduńska rozmawia z matką, lekko przechyla głowę, a w jej oczach pojawia się prawdziwy “błysk” wzruszenia…

Ujęcie skończone. “No i jak było?” - pyta Teresa Lipowska obserwujących nagranie charakteryzatorek. “Pięknie!” - odpowiadają chórem.

Czy mają rację? Przekonaj się sam. Wystarczy, że obejrzysz kolejny odcinek w telewizji…

Reżyser Natalia Koryncka-Gruz w akcji.
…w oku kamery

W labiryncie dźwięków

24-04-2006

Jak w labiryncie dekoracji odnaleźć serialową ekipę? Metodą Ariadny. Wystarczy śledzić, gdzie znika “nić” głównego kabla. Kolejnego dnia zdjęć prowadzi ona do domu Zduńskich. Maria i Krzysztof mają poważne miny. Tego wymaga od nich scenariusz. Podobne skupienie maluje się też na twarzach ekipy. Operator dźwięku Ryszard Krupa trzyma rękę na pulsie - a właściwie na dzwonku, który wyznacza rytm pracy na planie. Jeden brzęczyk - cisza, początek ujęcia! Dwa brzęczyki: alarm odwołany. Można swobodniej odetchnąć, zakasłać, jeśli ktoś jest przeziębiony, a nawet porozmawiać z sąsiadem. Bo podczas nagrania to niemożliwe.

Rejestrowany dźwięk może “zabrudzić” nawet najmniejszy hałas - np. przelatujący nad Orzeszynem samolot. Przeszkadzają też… kroki samych aktorów. Dlatego pan Ryszard po próbach rozkłada na planie chodnik, który tłumi stukot obcasów.

- “To taka adaptacja akustyczna”- tłumaczy. - “Mógłbym podkleić czymś aktorom buty, ale wtedy w ogóle nie byłoby słychać kroków. A one są czasami potrzebne…”

Potrzebne bywają zresztą nie tylko kroki. W jednej ze scen Maria Zduńska ma wejść do mieszkania i trzasnąć drzwiami - tak, by zauważyli to mąż i syn. Problem w tym, że drzwi się nie zamykają, bo przechodzi przez nie filmowy kabel… W ujęciu “grają” więc ręce technika i drzwi z oddalonego o metr (w serialu o kilkanaście kilometrów…) domu Mostowiaków.

Kolejne sceny, kolejne duble. Zmęczenie ekipy narasta. Ale bywają też momenty odprężenia, gdy śmiechu nie opanuje byle dzwonek. Przykład?

II reżyser rutynowo komenderuje: “Cisza na planie! Akcja!” I nagle ową ciszę przerywa jego własny, dramatyczny okrzyk: “O kurczę, Aktor mi zniknął!” Okazuje się, że Cezary Morawski (Krzysztof Zduński) na chwilę wyskoczył za ścianę, żeby przełknąć choć łyżkę obiadu. I mało się nie udławił, gdy usłyszał, że “akcja” już trwa - tyle, że bez niego…

Upływają godziny pracy. Biurko reżysera pokrywają kubki po kawie i herbacie - prawdziwa “inwazja”. Ilością wypitych przez ekipę napojów można by odmierzać czas… Bo w zamkniętej hali w Orzeszynie trudno nawet zauważyć, gdy zachodzi prawdziwe słońce… W świecie Mostowiaków jest przecież równie jasne - przynajmniej, dopóki ktoś nie wyciągnie wtyczki reflektora…

…w labiryncie dekoracji
…i w labiryncie kabli

M jak Miłość - D jak deszcz

24-03-2006

Gdy ekipa wyrusza do Orzeszyna, na niebie widać jeszcze kawałki błękitu. Parę minut później zaczyna się oberwanie chmury. Bus z filmowcami jedzie w strugach deszczu. Na podmiejskich drogach woda tryska spod kół na wysokość metra.
- Kursk przecieka, przedział torpedowy nam zalało! - żartuje kierowca.
- Tomek, tylko utrzymuj peryskopową! - odpowiada mu ktoś z tyłu.
Poczucie humoru ekipy nie opuszcza, ale tak naprawdę, to humor wisielczy. Przed południem filmowcy chcą nakręcić aż trzy sceny w plenerze. Jeśli deszcz nie przestanie padać, zmarnują pół dnia.

Gdy auto zatrzymuje się na skraju pola - przy ruinach serialowego domu Łagodów - część ekipy w ogóle nie wychodzi na zewnątrz. Leje jak z cebra. Mija kwadrans, pół godziny. Atmosfera robi się nerwowa, w ruch idą komórki. Trwa narada między biurem serialu w WFF w Warszawie, II kierownikiem produkcji na hali w Orzeszynie i reżyserem, Maciejem Dejczerem, który siedzi razem z ekipą w busie. Co robić? Wracać do Orzeszyna? Zadzwonić po brakujących aktorów i nakręcić sceny planowane na następny dzień? Czekać w plenerze, aż deszcz minie?

Odpowiedź daje nagły promyk słońca. Wygląda na to, że ulewa na jakiś czas przycichnie.
- Dziura deszczowa: godzina kręcenia! - ogłasza reżyser.
Cała ekipa zabiera się do przenoszenia sprzętu. Na kamery, dla ochrony przed wilgocią, operatorzy zakładają specjalne pokrowce. Pogoda wciąż jest niepewna. Chmury z czarnych zrobiły się jasnoszare, ale czy ulewa nie powróci?
Gdy deszcz się wzmaga, delikatny sprzęt ewakuuje się do starej, drewnianej stodoły, która stoi obok “domu” Łagodów. A filmowcy, dla zabicia czasu, organizują zawody w… rzucaniu jabłkami. Cel: puste okno w zrujnowanym domu. “Amunicja” leży na ścieżce, która prowadzi wzdłuż sadu. Męska część ekipy (włącznie z reżyserem) dwoi się i troi, żeby trafić choć w okienną ramę… Panie, dyskretnie, tylko kibicują.

Kolejną rundę przerywa pojawienie się aktorów. Błotnistą ścieżką nadchodzą Joasia Koroniewska i Paweł Okraska.
- Kto to wymyślił, że Michał jest w garniturze? Przecież to plener! - denerwuje się na widok aktora reżyser. - Dajcie mu jakąś bluzę! Ze zmianą kostiumu na szczęście nie ma problemu. Bus, którym przyjechała ekipa, zamieniono już w garderobę. Między fotelami rzędy wieszaków z ubraniami na każdą okazję: swetry, koszule, eleganckie torebki… A wśród nich bluza Michała Łagody.
Gdy aktorzy próbują tekst, charakteryzatorka nie opuszcza ich ani na krok. Na zmianę pudruje Pawła Okraskę i lakieruje kok jego partnerki.
- Przepraszam… Głupia byłam… - zaczyna serialowa Małgosia (zerkając ukradkiem w scenariusz).
- Kto nie robi błędów? - przerywa jej narzeczony.
- Ty nie robisz! - gorąco zapewnia Mostowiakówna.
- Zaraz, zaraz… Co, on nie popełnia błędów? Święty jest?! - Buntuje się aktorka przed kolejną kwestią. Najwyraźniej, Małgosia ma jej twarz i głos, ale charakter już całkiem inny…
- No nie, znowu mnie ugryzł! I to nad brwią! - Tym razem okrzyk Joasi Koroniewskiej dotyczy… komara. Stado małych “krwiopijców” uznało plan serialu za swoją stołówkę. Większość ekipy ma już pokaźne, czerwone plamy na twarzy i rękach.
- Najgorsze, że drapać nie można, bo zniszczy się makijaż… - wzdycha aktorka.

Zaczyna się ostatnia próba z reżyserem. Małgosia i Michał siadają na prowizorycznej ławce przed domem Łagodów. Kilka linijek tekstu, czułe wyznania i… Ławka się przewraca, a zakochana para ląduje w trawie.
- Z szaleństwem to zagraj! Krzyknij “aała”!- podpowiada Joasi reżyser.
- A może być “ojej”?
- “Ojej” to się mówi w innej sytuacji! Ty masz się cieszyć, że masz Michała przy sobie. A nie, że cię boli upadek! - tłumaczy Maciej Dejczer.
Romantyczna czy nie, w serialu każda scena jest dopracowana aż do najmniejszego… jęku.

- Akcja! - po tym haśle nie ma czasu na poprawki. Ekipa spieszy się, żeby nagrać scenę przed kolejną falą deszczu. Pogoda jednak wyścig wygrywa i… dopisuje do scenariusza własną linijkę tekstu.
- Burza idzie, uciekamy! - improwizuje Joasia Koroniewska. Co prawda, na ekranie trudno będzie dostrzec krople, które spadają na aktorów, ale w tle widzowie na pewno usłyszą potężne grzmoty. Które jakoś trzeba wytłumaczyć w dialogu.

Kolejna scena jest kręcona kilkadziesiąt metrów dalej, przy drodze. Maria Zduńska, jadąc do Grabiny, zauważa Małgosię z Michałem. Wysiada z auta, serdecznie wita się z siostrą…
Scena krótka, ale jej sfilmowanie okazuje się wyjątkowo trudne. Zwłaszcza, że na szosie co chwila pojawia się jakiś samochód. Ekipa, z konieczności, zatrzymuje wszystkie zbliżające się auta. Tak, by nikt nie wjechał w kadr lub… którąś z ustawionych na jezdni kamer. Prosi też o wyłączanie silników, bo mikrofon może wychwycić ich odgłos. Początek ujęcia - czerwone. “Stop!” Koniec ujęcia - zielone. “Można jechać dalej, dziękujemy!”. Filmowcy dyrygują ruchem z wprawą policjantów z drogówki.

Najtrudniejsze zadanie należy, jak zawsze, do aktorów. Tym razem muszą… ukryć gęsią skórkę oraz dygotanie z zimna. I odegrać ciepłe, letnie popołudnie w Grabinie.
W rzeczywistości pogoda jest pod psem. Jak na lipiec, wręcz lodowato. I znowu pada. Ekipa krąży wokół ubrana w grube swetry i nieprzemakalne kurtki. Tymczasem aktorzy mają na sobie jedynie kostiumy. Najbardziej “poszkodowana” jest chyba Małgorzata Pieńkowska.
- Proszę się nie śmiać z aktora, który moknie! - żartuje w przerwie między ujęciami. Jako Maria Mostowiak założyła lekki, trochę przezroczysty kostium w kolorze wrzosu i eleganckie pantofle. Które toną w kałużach i błocie na poboczu wiejskiej drogi.

- Zrobione! - Pada, tak wyczekiwany, okrzyk reżysera.
- Boże, co za upojny dzień! - komentuje któryś z filmowców. - Jak myśmy te sceny dzisiaj zrobili, to nie wiem!…
Na niebie znowu zbierają się czarne chmury, ale tym razem nikt się tym nie przejmuje. Ekipa szybko pakuje sprzęt. Zdjęcia w plenerze zakończone. W garderobie (tej prawdziwej, a nie objazdowej) czekają już Teresa Lipowska i Witold Pyrkosz. Zdjęcia z ich udziałem zakończą się dopiero późnym wieczorem. Kolejne sceny będą kręcone w ciepłej, suchej, wręcz komfortowej - w porównaniu ze szczerym polem - hali w Orzeszynie. Filmowcy mogą odetchnąć z ulgą…

Praca wre pod czujnym okiem
kierownika planu
Pana Marka Sobocińskiego
M i M, czyli Małgosia i Michał

M JAK… MACIEK ? relacja z planu “M jak Miłość”

24-01-2006

Słoneczna, czerwcowa niedziela. Do pobliskiego kościoła suną wężykiem wierni. Pod jeden z bloków na warszawskim Gocławiu zajeżdża sznurek samochodów. Bus z ekipą, auto pani reżyser, wóz ze sprzętem, taksówki z aktorami… Zaczyna się ostatni dzień pracy na planie “M jak Miłość” - ostatni przed wakacjami.
MACIEK

Charakteryzatorki kończą poprawiać ostatnie kosmyki włosów (Dominika Ostałowska) i pudrować ostatnie nosy (Mariusz Sabiniewicz). Prawdziwa gwiazda pojawia się jednak na planie dopiero pół godziny później. Do serialowego mieszkania Norberta wchodzi mały Maciek Celij ? chłopiec, którego na plan serialu zaprosiła Fundacja “Mam Marzenie”.

Maciek mieszka w Niepołomicach. Cierpi na chorobę nerek i regularnie musi jeździć do Krakowa na dializy. I to właśnie, gdy kolejny raz leżał w szpitalu, wolontariuszka z Fundacji, która spełnia marzenia ciężko chorych dzieci, zawiozła mu tekst jego roli w “M jak Miłość”. Dzisiaj Maciek przez cały czas ma na planie zawiązaną na szyi apaszkę ? ukrywa pod nią cewnik, który lekarze założyli mu do dializ.

- Myśleliśmy, że to będzie raczej rola statysty. Śmieliśmy się, że może stanie na jakimś przystanku, obok którego będą akurat przechodzili bohaterowie… ? mówi mama małego aktora, pani Renata. - A tu nagle Maciek przyjeżdża z dializy i mówi, że będzie Adrianem!

Gdy scenarzyści dowiedzieli się, że chłopiec marzy o wystąpieniu w “M jak Miłość”, napisali rolę specjalnie dla niego. Teraz, już za kilkanaście minut, zamieni się w serialowego Adriana ? kolegę, którego Łukasz poznał na obozie żeglarskim.
Choć Adrian jest morskim wilkiem, Maciek za pływaniem nie przepada. Lubi za to komputery i grę w piłkę.
- A chciałbyś kiedyś nauczyć się pływać na statku? Gdybyś miał taką okazję w serialu? ? pytam w przerwie między scenami.
- Nie, no… ewentualnie może być…
Maciek to jednak wilk lądowy… I to niereformowalny!

- Jak się wczoraj kładłem spać, to sobie tak w głowie myślałem, jak to będzie wyglądało… Nawet zacząłem się troszkę denerwować ? wyznaje mały aktor. - Myślałem, że to będzie nagrywane w dużym studio, tam gdzie jest dom Mostowiaków. Bo najbardziej lubię w serialu tych starszych, zwłaszcza Lucjana… Żałuję trochę, że go nie zobaczę. Ale, jeśli rola się rozkręci, to kto wie? Może Adrian pojedzie z Łukaszem do dziadków w odwiedziny?

Maćka ominęło na planie jeszcze jedno ? charakteryzacja.
- Taka pani powiedziała, że nie trzeba mnie malować, bo i tak jestem ładny! ? słyszę, gdy pytam o pudrowanie nosa.

NO TO SUŃMY TEN MIÓD!

Ekipa ustawia sprzęt do kolejnego ujęcia. Na środku salonu piramida z pudeł i monitorów. W kuchni porzucony fotel Norberta (Sabiniewicz ma na jedną scenę wolne). Wąski korytarzyk do pokoju serialowego Łukasza wypełnia plątanina kabli, w drzwiach stoi kamera. Przecisnąć można się tylko z najwyższym trudem. Zwłaszcza, gdy w garderobie doczepiono poduszkowy ?brzuch” (tak ?na oko” szósty miesiąc ciąży).
- A pomyśleliście, czy Dominika się tam zmieści? ? pyta reżyser Natalia Koryncka-Gruz.
- Jakoś się wemsknie… ? uspokaja II reżyser Adam Iwiński.
I rzeczywiście, jakoś się udaje. Tyle, że za każdym razem, gdy Marta pod koniec sceny wychodzi z pokoju syna, aktorka uderza głową w obudowę reflektora.
- Ekipa: kto może, ten opuszcza pokój! ? krzyczy kierownik planu.

Maciek siedzi na tapczanie. Za chwilę powie w serialu swoją pierwszą kwestię… Operator kamery daje mu ostatnią radę:
- Maciek, wyobraź sobie, że wcale nie ma kamery. Że tutaj wisi czarna kotara…
- I… akcja!

ADRIAN
Te zdjęcia robiłem w Egipcie.
ŁUKASZ
Pod wodą?
ADRIAN
Pewnie.
ŁUKASZ
Umiesz nurkować?
ADRIAN
Jasne. Skończyłem kurs nurkowania. W nagrodę tata kupił mi specjalny aparat do zdjęć pod wodą.
ŁUKASZ
Przywieziesz go na obóz?

Maciek doskonale pamięta tekst. Nie zmienia ani linijki. Nie peszy go nawet fakt, że w tej scenie gra z Dominiką Ostałowską. Serialowy Łukasz musi przecież przedstawić kolegę mamie.
- Maciek, teraz podaj rękę Dominice… Bardzo dobrze! ? podpowiada pani reżyser. - Dubel klasyczny! Tylko mam prośbę, żebyście obaj z Frankiem pod koniec uśmiechnęli się i popatrzyli na siebie… Bo teraz tylko spuszczacie wzrok…
Jeszcze tylko kilka zbliżeń i…
- Zrobione! ? ogłasza Natalia Koryncka-Gruz.

Na planie chwila przerwy. Franek Przybylski od razu bierze Maćka pod skrzydła. Pomaga zbierać autografy, opowiada, jak wyglądają zdjęcia na hali w Orzeszynie… Małym aktorem opiekuje się cała ekipa. Najpierw ?porywa go” Ryszard Krupa, operator dźwięku.
- Jak była próba, to pan dźwiękowiec dał mi na chwilę słuchawki, i tak fajnie było słychać… ? cieszy się Maciek.

Po chwili słucha już wykładu innego członka ekipy:
- Widzisz? Te rury świecą na ciepło, a te na zimno. Jedne podłączamy, gdy chcemy zrobić dzień, bo dają takie światło, jak słońce. A te drugie świecą jak żarówki - gdy udajemy, że w serialu jest wieczór.

- Prosimy aktorów na próbę! ? woła kierownik planu.
Marta rozmawia w kuchni z Norbertem. I gotuje obiad, na który zaprosiła małego Adriana. Obaj chłopcy stoją schowani za ścianą ? w trakcie sceny mają wejść do kuchni i zapytać, co z obiadem.
Hasło dla kamer daje sama pani reżyser:
- No, to suńmy ten miód!
Dubel numer jeden, potem numer dwa… A Marta wciąż od nowa sieka pietruszkę. I sprzecza się z mężem.
- Norbert, czy ty nie masz do mnie zaufania?

- Chłopcy, widzę wasze cienie na ścianie, musicie cofnąć się głębiej! ? przerywa ujęcie Natalia Koryncka-Gruz. ? I jeszcze jedno: wejdźcie trochę energiczniej… Bo teraz wyglądacie, jak całkiem wyczerpani…
- Bo padamy z głodu! ? rezolutnie rzuca Franek Przybylski. Ale przy kolejnym ujęciu, nim chłopcy zajrzą do kuchni, słychać już mocne, energiczne tupanie!

- Stop! Po scenie! ? ogłasza pani reżyser.
W kolejnej Martę i Norberta odwiedzi Jacek…

TO DOPIERO BĘDZIE TRUDNY WĘZEŁ!

A wszystko dlatego, że w serialu już niedługo pojawi się nowy bohater. Do Rafała przyjedzie z zagranicy syn Maciek. I Marta poprosi Jacka, by zabrał chłopca na kolejny obóz żeglarski ? razem z Łukaszem oraz Adrianem.

- Ahoj chłopaki, widzę, że załoga w komplecie! ? rzuca Robert Gonera. Od razu widać, że w jego towarzystwie Maciek czuje się świetnie.
Po chwili na planie wybucha dyskusja. W scenariuszu, serialowy Łukasz mówi Jackowi, że Adrian właśnie pokazał mu, jak zrobić trudny węzeł żeglarski.
- Mogę powiedzieć, że nauczył mnie wiązać różę topową? - pyta Franek Przybylski.
- Tak, ale jednak dodaj, że to węzeł. Bo inaczej widz nie będzie wiedział, o co chodzi. Ja bym nie wiedziała… ? odpowiada Natalia Koryncka-Gruz.
- To może niech powie, że mu pokazał węzeł cumowniczy? Od razu będzie wiadomo ? pada sugestia z planu.
- O nie, cumowniczy jest za łatwy! ? oburza się Tomasz Dobrowolski, na planie operator obrazu, po godzinach żeglarz.

Zaczyna się próba. Adrian i Łukasz witają się z Jackiem. Marta wprowadza byłego męża do salonu. Norbert posyła rywalowi chmurne spojrzenie…
- A ty sobie siedź biedaku i patrz, jaką są ładną parą… ? życzliwie radzi Norbertowi ktoś z ekipy.
- No, do kompletu brakuje już tylko Rafała! ? żartuje Jola Pruszyńska, jedna z charakteryzatorek.
- Zobaczycie, w tysięcznym odcinku jeszcze do tego dojdzie! ? rzuca Ryszard Krupa. - To dopiero będzie trudny węzeł!

Po żartach, czas na pracę. Przy kolejnych dublach spojrzenie Norberta trochę łagodnieje… Która wersja zostanie wybrana podczas montażu? Norbert wściekły czy zrezygnowany i pogodzony z losem?

Tego widzowie dowiedzą się dopiero w grudniu. Wtedy telewizja wyemituje właśnie nagrywane odcinki: 361 i 363. Mały Maciek już się cieszy:
- Będę na ekranie przez całe dwa tygodnie!
W dodatku po raz pierwszy zobaczy się w telewizji tuż przed urodzinami: 22 grudnia skończy 15 lat.

Zdjęcia dobiegają końca. Kolejne spotkanie dopiero 2 sierpnia ? do tego czasu ekipa ma wakacje. Maciek żegna się ze wszystkimi, których poznał na planie. Czeka go jeszcze tylko wywiad ? do programu ?Kulisy serialu M jak Miłość”. Zadaję mu ostatnie pytanie:
- I jak się czujesz, jako gwiazda? Fajnie było przez cały dzień udzielać wywiadów, rozmawiać z dziennikarzami?…
Maciek nad odpowiedzią nie zastanawia się ani sekundy:
- Grać było lepiej!




Drzewa | mieszne Filmy | Opowiadania Fantastyczne | Nauka Angielskiego | Tumacz