W Orzeszynie pod Piasecznem trwają zdjęcia do pierwszych odcinków serialu “M jak Miłość”. Hala z dekoracjami stoi na uboczu - niepozorny budynek, tuż obok pola ziemniaków i lasu z muchomorami. Jednak wejście do niego to przeskok do innego świata - filmowej iluzji. Prawie jak w “Alicji w krainie czarów”…
Gdy nie ma ekipy, opuszczony plan wygląda jak gigantyczny dom lalek. W środku tkwią poutykane ciasno pokoje trzech pokoleń Mostowiaków. Serialowe mieszkania dają złudzenie “podglądania” prawdziwych domów - na to wrażenie pracuje ekipa od scenografii. Ważny jest każdy obrazek na ścianie, książka na półce, nawet “niedbale” rzucona na stół gazeta. Z takich szczegółów buduje się wizerunek postaci.
Realizm świata Mostowiaków pryska, gdy spojrzy się na sufit, którego… nie ma. Ściany z dykty nagle urywają się i dopiero parę metrów wyżej widać betonowe sklepienie hali. Ale oko kamery tak daleko nie zagląda…
Gdy rano przyjeżdża ekipa, plan ożywa. Najpierw wkraczają technicy - podłączają oświetlenie, ustawiają kamery, donoszą brakujące rekwizyty. Aktorzy pojawiają się dopiero na końcu - po tym, jak cierpliwie poddali się charakteryzacji.
Najłatwiej na planie spotkać odtwórców głównych ról: Teresę Lipkowską (Barbara Mostowiak) i Witolda Pyrkosza (Lucjan Mostowiak). Prawdziwym ulubieńcem ekipy jest jednak mały Franek Przybylski, grający 7-letniego Łukasza Mostowiaka. Co chwila ktoś daje mu się namówić na grę w piłkę - to chwila wytchnienia przy wielogodzinnej pracy. Najlepiej Franka rozumie oczywiście serialowa mama: Dominika Ostałowska. Wspólne próby to dla nich zwykle okazja do zabawy. Nawet, jeśli potem nie zawsze pamięta się tekst…
A w scenariuszu, do którego zerkają wtedy aktorzy, najważniejsze są uczucia. Tytuł “M jak Miłość” do czegoś przecież zobowiązuje. Na planie zapłonęły więc już więc pierwsze romanse, a czasami iskrzy się też nienawiść… Oczywiście tylko na taśmie filmowej.
 |
|
Reżyser Natalia Koryncka-Gruz w akcji.
|
 |
|
…w oku kamery
|