Archiwum miesiąca maj 2006

RAFAŁ KRÓLIKOWSKI - Konrad Badecki

29-05-2006

Aktor filmowy i teatralny. Absolwent PWST w Warszawie. Zadebiutował w filmie “Pierścionek z orłem w koronie” w 1992 roku.  Zagrał m.in.w: “Pożegnanie z Marią”, “Dzieje Mistrza Twardowskiego”, “Przystań”, “Pół serio”, “Przeprowadzki”, “Wiedźmin”, “Ciało”, “Nigdy w życiu”.

KATARZYNA CICHOPEK - Kinga Filarska

27-05-2006

Aktorka filmowa. Ukończyła studium teatralne. Studentka Wydziału Psychologii Stosunków Międzykulturowych w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej. Oprócz “M jak miłość”, aktorka wystąpiła m.in. w filmie “Boża podszewka”. W serialu “M jak Miłość” występuje w roli Kingi Filarskiej, żony Piotrka Zduńskiego.

Katarzyna Cichopek

24-05-2006
Katarzyna Cichopek Bartłomiej Zaranek kc/kc_26.jpg Katarzyna Cichopek Bartłomiej Zaranek kc/kc_25.jpg Katarzyna Cichopek Bartłomiej Zaranek kc/kc_24.jpg Katarzyna Cichopek Bartłomiej Zaranek kc/kc_23.jpg
Katarzyna Cichopek Bartłomiej Zaranek kc/kc_22.jpg Katarzyna Cichopek Bartłomiej Zaranek kc/kc_21.jpg Katarzyna Cichopek Bartłomiej Zaranek kc/kc_20.jpg Katarzyna Cichopek Bartłomiej Zaranek kc/kc_19.jpg
Katarzyna Cichopek Bartłomiej Zaranek kc/kc_18.jpg Katarzyna Cichopek Bartłomiej Zaranek kc/kc_17.jpg Katarzyna Cichopek Bartłomiej Zaranek kc/kc_16.jpg Katarzyna Cichopek Bartłomiej Zaranek kc/kc_15.jpg

W oku cyklonu… i w oku kamery

24-05-2006

Bywają złośliwe, uparte i nieobliczalne. Serialowej ekipie dają w kość bardziej, niż jakakolwiek aktorska gwiazda. Kto, co i dlaczego? Przedmioty martwe - bo taka już ich natura.

W OKU CYKLONU…
45. dnia zdjęć na planie “M jak Miłość” między ludźmi i rzeczami zapanował względny pokój. Może dlatego, że rekwizyty były “z wyższych sfer”: sznur pereł, bukiet róż, butelka szampana - a to zobowiązuje do dobrych manier. Skąd tak wyszukany zestaw? Odpowiedź zapisano w scenariuszu: przyjęcie w domu Barbary i Lucjana.
Dla Mostowiaków zabawa - dla ekipy ciężka praca. Fachowcy od dekoracji od rana zamieniają się w kucharzy, żeby bohaterowie mieli co położyć na talerzach. Pralka działa non stop, bo jednego dnia filmuje się sześć scen, a w każdej są inne kostiumy. W ostatniej chwili trzeba naprawić zepsute zapięcie pereł Barbary, potem zmienić dialog w scenariuszu… Ekipa dwoi się i troi, żeby praca szła zgodnie z planem.

Nie wszystko jednak zależy od ludzi. Ostatnie słowo mają zawsze… przedmioty martwe. Tym razem buntuje się elektryka.

-”Śmierdzi rozgrzana guma!” - alarmuje jeden z techników. - “Uwaga, kabel gdzieś się pali!”.

Zagrożenie jest duże, bo dekoracje zbudowano z dykty. Wystarczy iskra… Zepsuty przewód znaleźć trudno, gdyż całą podłogę pokrywają zwoje kabli. W efekcie pół ekipy tropi podejrzany zapach… z nosem przy ziemi. Winny okazuje się zepsuty elektryczny kaloryfer. Technicy oddychają z ulgą - taka usterka jest niegroźna. Choć zamieszanie spore.

…I W OKU KAMERY
Można znowu filmować. Reżyser Natalia Koryncka-Gruz nie odrywa wzroku od monitorów, na których śledzi nagrywany obraz.

- “Zoomój! Bardziej na lewo! Jeszcze zacieśnij!” - padają komendy dla kamerzystów.

Liczy się każdy szczegół - pozycje aktorów planuje się co do centymetra. W miejscu, gdzie mają stanąć, ekipa przykleja na podłodze iksy z taśmy. Dzięki temu, gdy Barbara Mostowiak wygląda przez okno, słońce rozjaśnia jej twarz z idealnym wręcz realizmem - jak na parę reflektorów, oczywiście…

Dobre oświetlenie jest najważniejsze. Dodaje scenie życia. A dobrzy aktorzy wiedzą, jak je “przyciągnąć”.

- “Małgosiu, z tej strony ładnie łapiesz światło w oku. Czujesz?” - pyta Małgorzatę Pieńkowską reżyserka.

- “Tak! Mam grać na to oko?” - upewnia się aktorka. Już po chwili, gdy Maria Zduńska rozmawia z matką, lekko przechyla głowę, a w jej oczach pojawia się prawdziwy “błysk” wzruszenia…

Ujęcie skończone. “No i jak było?” - pyta Teresa Lipowska obserwujących nagranie charakteryzatorek. “Pięknie!” - odpowiadają chórem.

Czy mają rację? Przekonaj się sam. Wystarczy, że obejrzysz kolejny odcinek w telewizji…

Reżyser Natalia Koryncka-Gruz w akcji.
…w oku kamery

Ivan Komarenko - Muzyka jak narkotyk…

24-05-2006

  • Jaki, według Pana, jest Sasza? To skończony drań czy chłopak, którego spokojnie można przedstawić siostrze?

To nie jest postać negatywna. W scenach, które ostatnio nakręciliśmy, Sasza jest egoistyczny, wykorzystuje innych. Ale wcześniej to był bardzo fajny chłopak. Nie wiem, jak ta postać rozwinie się dalej, ale rozumiem Saszę. I nie dziwię się, że czasami nie może się opanować. Ja, przebywając w Polsce 12 lat, wciąż borykam się z podobnymi problemami. I czasem też mam nerwy napięte do maksimum…

  • Jak zaczęła się Pana przygoda z Polską?
    Najpierw trafiłem do zakładu dla niewidomych w Laskach, do sióstr franciszkanek…

  • Miał Pan kłopoty ze wzrokiem?
    Jeżeli, to tylko w przenośni! Miałem 18 lat, byłem trochę w życiu zagubiony… Ale w końcu przejrzałem na oczy. Zrozumiałem, co jest naprawdę ważne. I wróciłem do Rosji, żeby zrobić maturę - choć to wcale nie było takie łatwe. Przez rok mieszkałem w koszmarnych warunkach. Potem przyjechałem znowu do Polski dopiero na studia.

  • Koszmarne warunki? To znaczy…
    Na przykład, że w nocy bałem się otworzyć drzwi, bo po korytarzu biegał jakiś pan z siekierą i gonił panią, która krzyczała, że mąż chce ją zarąbać… Po prostu: totalne slumsy. Ale starałem się nie zwracać na to uwagi. Zależało mi tylko na maturze. Spróbowałem dostać się w Irkucku ? bo tam mieszkałem - na lingwistykę, ale się nie udało. A później poznałem w kościele polskiego księdza Ignacego Pawlusa. I to on pomógł mi znowu wyjechać do Polski. A tutaj zacząłem studiować polonistykę.
  • Co w Rosji myśli się o Polakach? Panują jakieś uprzedzenia, stereotypy?
    Wobec Polaków? Ja się z tym nie spotkałem. Przynajmniej nie w regionie, z którego pochodzę: Irkuck, Krasnojarsk. Na wschodzie ludzie dobrze znają Polaków, bo wielu zamieszkało tam po zesłaniach. Zresztą z kumplami z Polski objeździłem całą Rosję i ludzie zawsze przyjmowali nas bardzo dobrze.
    Dokładnie! Bajkał pierwszy raz zobaczyłem dopiero, gdy wyjechałem do Polski! Mimo, że wcześniej mieszkałem zaledwie 300 km dalej. A gdy spojrzy się na mapę Rosji, to właściwie tuż obok, nad samym Bajkałem.

  • Pojechał Pan jako turysta do własnego kraju?
  • Polska to dla Pana przystanek docelowy? Zostanie Pan u nas na kolejne 12 lat?
    Tak, na pewno tak.
  • Więc pewnie chce Pan założyć tutaj rodzinę…
    Na razie nie, bo moja dziewczyna ? Nastia ? jest teraz we Francji. Ale to od Polski tylko o rzut kamieniem. Gdy mieszkała w Irkucku, była dużo dalej… Anastasija jest Rosjanką, z domieszką krwi koreańskiej. We Francji studiuje stosunki międzynarodowe. Nie widujemy się często, ale to może nawet lepiej, bo ostatnio w ogóle nie mam wolnego czasu. Nagrywamy z grupą (Ivan i Delfin ? przyp. red.) nowe piosenki, ciągle mamy koncerty i wyjazdy, do tego zdjęcia w serialu… Gdyby Nastia teraz do mnie przyjechała, pewnie siedziałaby w domu sama.

  • Planuje Pan sprowadzić do Polski resztę bliskich?
    Nie. Rozmawiałem o tym z mamą i wiem, że nie chce przeprowadzki. Zresztą Rosja to nie Irak czy Afganistan - tam da się normalnie żyć. Rozróby są tylko w Moskwie. Reszta kraju jest spokojna.

  • A można tam kupić płyty zespołu Ivan i Delfin?
    Nie. Jeszcze nie! Ale ostatnio w piosence na Eurowizję nagrałem jedną zwrotkę po polsku, a drugą po rosyjsku. Pora wykorzystać fakt, że jestem dwujęzyczny.

  • Dlaczego wybrał Pan właśnie nasz kraj? Ma Pan może polskie korzenie?
    Nie, to był przypadek. Albo przeznaczenie… A korzenie mam gruzińskie, estońskie, rosyjskie i koreańskie - podobnie, jak moja dziewczyna.

  • Brzmi egzotycznie…
    Z Korei pochodził mój dziadek.

  • Pamięta go pan?
    Oczywiście! Zresztą, gdy się urodziłem, żyła jeszcze nawet prababcia mojego dziadka. Miała ponad 120 lat! Pamiętam, że robiła na drutach bez okularów, choć do pisania listów już je zakładała. A dziadka bardzo lubiłem. Mimo, że miał twardy charakter. Mówił, że nas kocha tylko, gdy trochę wypił. Miał bardzo ciężkie życie. Gdy był dzieckiem, Japończycy zbombardowali pociąg, którym jechał. Matka zginęła na jego oczach. Czasami opowiadał, jak Japończycy znęcali się nad nim - i innymi Koreańczykami - zanim wkroczyli Rosjanie… To były zbrodnie wojenne. Gdy ktoś przeżył coś takiego, może czasem wyładowywać się na rodzinie. Teraz, po latach, rozumiem to. Choć jako dziecko myślałem, że dziadek jest zbyt brutalny. Dużo po nim odziedziczyłem. Pamiętam, jak śpiewał koreańskie piosenki. Wkładał w to całą duszę. Miał taki piękny, liryczny głos… Wydaje mi się, że całą ekspresję, dynamikę na scenie, mam właśnie po nim.

  • Zna Pan koreański?
    Tylko trochę. Dziadek zabraniał nam mówić w domu po koreańsku. Nie wiem, dlaczego.

  • Planuje Pan odwiedzić kiedyś Koreę?
    Tak, kiedyś na pewno tam pojadę. Moi rodzice mają nawet namiary na dalszą rodzinę.

  • A interesował się Pan kiedyś muzyką z Azji?
    Oczywiście! Bardzo dużo koreańskich piosenek zna moja babcia. Skończyła 73 lata i wciąż ma fenomenalną pamięć. Potrafi zaśpiewać piosenkę, która trwa godzinę i ma ze 20 zwrotek… A gdy pytam, skąd ją zna, mówi, że usłyszała kiedyś w dzieciństwie! Ja sam nauczyłem się piosenki po japońsku. Jest naprawdę piękna i bardzo liryczna. A że japoński brzmi podobnie do koreańskiego… Cenię moje azjatyckie korzenie i chciałem to jakoś podkreślić.

  • Czuje się Pan bardziej aktorem czy muzykiem?
    Muzykiem. Zdecydowanie! Śpiew, taniec, scena… Bez nich nie wyobrażam sobie życia. Muzyka jest dla mnie jak narkotyk: codziennie muszę zażyć odpowiednią dawkę dźwięków… Bez tego w moim mózgu po prostu coś nie zaskakuje.

  • Łatwiej jest Panu pisać teksty piosenek po polsku czy po rosyjsku?
    Właściwie nie wiem, bo wcześniej - w Rosji - nigdy nie pisałem piosenek. A teraz, gdy piszę po polsku, pomaga mi kolega.

  • A w jakiej wersji językowej Pan śni? Po polsku?
    Oczywiście, że tak. Śnię przecież o ludziach, których spotykam na co dzień w Polsce.

  • Ostatnie pytanie: trzy wady i trzy zalety Ivana Komarenki, według Ivana Komarenki…
    Trzy zalety?… Jeżeli można to uznać za zaletę, to jestem pracoholikiem. Czasami mam też zbyt dobre serce. Ostatnio coraz częściej ludzie podchodzą do mnie, żeby o coś poprosić, albo po prostu żeby porozmawiać… A ja nikomu nie odmawiam. Nawet, jeśli jestem zmęczony i tak naprawdę nie mam czasu. Myślę, że to cecha, która została mi z dzieciństwa. Wychowywałem się na wsi, nasz dom był zawsze otwarty, gdy przychodzili znajomi mogliśmy siedzieć do białego rana… I nie chcę tego w swoim życiu zmieniać. A trzecia zaleta? Myślę, że mam intuicję. I to bardzo często pomaga mi w życiu.

  • A wady?
    Dokładnie te same. Każda zaleta, jeśli ktoś przesadzi, zamienia się w wadę.

odcinek 418

23-05-2006

Kingę i Piotrka martwi brak pieniędzy. Czy Zduński znajdzie w końcu pracę?

Madzia zauważa, że… Kuba nosi broń! Studenci, zaczynają się współlokatora naprawdę bać…

Cholakowa mówi Teodorowi o załamaniu siostry. Co mężczyzna na to odpowie?

Maria zdaje egzamin dla pielęgniarek. Z jakim wynikiem?

W pubie pojawia się agresywny klient, który zaczepia Teresę. Jak Zduński na to zareaguje?

Marek prosi ojca o radę: chciałby kandydować na sołtysa, ale nie wie, czy powinien. Jaką odpowiedź usłyszy od Lucjana?

Hanka i Marek Mostowiakowie

23-05-2006

Marek jest jedynym synem Barbary i Lucjana. Razem z żoną Hanką, synkiem Mateuszem i adoptowaną córką - Natalką - mieszka razem z rodzicami w Grabinie.

Jego małżeństwo na początku nie należało do najłatwiejszych. W I serii “M jak Miłość” Hanka była czarnym charakterem i próbowała zaszkodzić całej rodzinie Mostowiaków. Później jednak młodą parę połączyła prawdziwa miłość.

Mimo, że mieszkają na wsi, młodzi Mostowiakowie nie zajmują się tylko i wyłącznie uprawą roli. Marek razem ze Stefanem (młodym Niemcem, który osiedlił się w Grabinie) prowadzi lokalny pub - w otworzeniu wspólnego interesu pomogła im Simone, matka Stefana. Są bliskimi przyjaciółmi, a Niemiec ożenił się w dodatku z Małgosią, siostrą Marka. Niestety, ich związek szybko się rozpadł.

odcinek 417

22-05-2006

Barbara jedzie w odwiedziny do Marty - a ta, korzystając z wizyty matki, spotyka się sam na sam z Rafałem…
Grzegorz zaprasza Małgosię na wycieczkę do USA. Jaka będzie odpowiedź dziewczyny?
Grzegorz, w tajemnicy przed Mostowiakówną, odwiedza też w firmie Ediego. O czym chce z nim porozmawiać?
Ewa prosi o pomoc w sprawie matki Cholakową. Czy Nowicka zaufa zwierzy się siostrze?

JOANNA M. SYDOR - Teresa

21-05-2006

Aktorka teatralna i filmowa. W latach 1996-1997 brała udział w Festiwalach Kultury Żydowskiej w Krakowie oraz w Festiwalu Piosenki Studenckiej “Fama”. Absolwentka PWST w Krakowie, od 1998 występuje w Teatrze Starym w Krakowie. W dorobku filmowym m.in.: “Marszałek Piłsudski”, “Tam i z powrotem”, “Na dobre i na złe”.

HANNA MIKUĆ - matka Kingi

21-05-2006

Aktorka teatralna i filmowa, absolwentka PWSFTviT w Łodzi. Zadebiutowała w filmie “Hubal” w 1973 roku. Zagrała m.in. w: “Pensja pani Latter”, “Seksmisja”, “Widziadło”, “Kobieta w kapeluszu”, “Pismak”, “Spowiedź dziecięcia wieku”, “Głuchy telefon”, “Taranthriller”, “Łóżko Wierszynina” oraz “Pieniądze to nie wszystko”.




Gry Sportowe | Wyszukiwarka Mp3 | Audiobook | Olimp | Sprzt Agd