Marcin Bosak - Potwornie empatyczny
Zdarza się, że ktoś rzuci z boku jakiś komentarz… Ostatnio miałem np. taką nieprzyjemną sytuację na spacerze z Moniką, moją dziewczyną. I tutaj “pozdrawiam” wszystkich łebków, którzy wśród kolegów czują się wielcy i za wszelką cenę chcą się popisać! Sami nigdy nie odważyliby się kogoś obrazić. Ale w grupie, to co innego…
Wiesz, fizjonomię mam taką, a nie inną - i aniołków raczej grać nie będę… Chyba, że w jakimś eksperymencie. Ale nie mogę narzekać: mam propozycje i to grania bardzo różnych postaci. Poza tym, przy każdej roli można się czegoś nauczyć…
Bardzo dużo - zwłaszcza, gdy chodzi o kontakt z kamerą. I przekonałem się, że trzeba grać bez ściemy. Na sto procent. Bo inaczej aktor wypada po prostu pretensjonalnie.
Bywam porywczy. Ale wiem, że negatywna energia nie jest dobra, więc sam staram się trochę “ułagadzać”. Poza tym lubię chodzić na imprezy - i to bardzo… No i, oczywiście, uwielbiam kobiety! Z przyjemnością zawieszam na nich oko… Zresztą moja dziewczyna o tym dobrze wie.
Wierność. Lubię kobiety, ale to nie znaczy, że przeskakuję z łóżka do łóżka! No i myślę, że nie jestem aż takim egoistą…
Nie wiem, czy dużo, ale na pewno dzieci chcę mieć. Zresztą ktoś mi powiedział, że aktorstwo to właśnie powrót do dzieciństwa. Bo dzieci mają świeże spojrzenie na świat. Są czyste - nie brudzą ich te wszystkie “dorosłe” gierki, czy układy…
Kiedyś trenowałem karate - tak z osiem, dziewięć lat. To pasja, którą przelał na mnie tata. Teraz ćwiczę tylko dla przyjemności, ale mam jedno marzenie… Chciałbym mieć katanę - ręcznie robiony miecz samurajski. A że w Europie jeszcze takiego nie widziałem, muszę kiedyś pojechać po niego do Japonii…
Wiesz, Bruce Lee powiedział kiedyś, że najlepsza droga to “sztuka walki - bez walki”. I dlatego jest moim autorytetem. Bo zabić człowieka, to nie problem. Jeśli ktoś wie, gdzie uderzyć, wcale nie potrzebuje do tego dużej siły. Tylko, po co to robić? Ja - generalnie - wolę, żeby ludziom było dobrze i żeby się uśmiechali, a nie żeby się prali po mordach…
Nie, był okres, gdy myślałem, że zostanę zawodowym karateką - bo byłem w kadrze młodszych juniorów. Później przez jakiś czas chciałem być lekarzem… Ale od liceum myślałem już o aktorstwie. Chociaż, gdy nie dostałem się do Filmówki w Łodzi, przez rok studiowałem zaocznie dziennikarstwo. I ten rok bardzo mi się przydał - spokorniałem. Wtedy wyobrażałem sobie, że jestem “Artystą”. Za to teraz, gdy słyszę wyraz “artysta”, od razu zapala mi się czerwona lampka…
Wiesz, dla mnie bycie aktorem to ciągła droga. Stale musisz się czegoś uczyć. Oczywiście, można pracować w tym zawodzie i bez szkoły. Ale nie w teatrze - bo tam technika jednak się przydaje…
Wysportowany koleś, 1 metr 77 cm - czyli nie tak strasznie dużo… Który jest (chyba) miłym facetem i chce spotykać i poznawać fajnych ludzi. Generalnie, szybko zapalam się do nowych projektów. Mam w sobie jakąś “ideę rewolucji” - po prostu, chciałbym zmienić świat… No i jestem “zakorzeniony”w rodzinie.
Mama, tata, siostra, moja dziewczyna Monika, jej siostra… To “moi” ludzie. Oni są dla mnie najważniejsi. Nie mówiąc już o rodzinie dalszej: dziadkach, ciociach…
…Że w tym kraju w końcu coś się zmieni. Że ludziom będzie łatwiej żyć. Bo sam, w trakcie studiów, nie zawsze miałem co jeść. I wcale się tego nie wstydzę. Studiując, nie miałem szans, żeby jakoś dorobić. A rodzice, choć bardzo się starali, też nie zawsze mogli mi pomagać. Ale miałem szczęście: spotkałem kilka wspaniałych osób… W tym jedną z moich profesorek - byłem jej winien ogromne pieniądze, ale i tak nie zwracała na to uwagi. Po prostu we mnie wierzyła.
Jak każdy: samotności.
Lubię być w kuchni. Podobno, gdy człowiek dobrze czuje się w kuchni to znak, że w domu jest dobrze rozłożona energia.
Będę miał trzydzieści pięć, więc będę jeszcze młodym kolesiem! Na pewno chciałbym trochę podróżować… I żeby wciąż otaczali mnie ci sami ludzie, co teraz. Nie wiem, może będę już miał dziecko?
Bardzo bym chciał pojechać na wschód: do Batumi, do mojej “przyszywanej” siostry, która jest Ormianką. Kiedyś dała mi amulet, z zaszytą w środku modlitwą, który dzisiaj chroni mnie od złych duchów…
Zawsze. Zdejmuję tylko do kąpieli, bo nie można go moczyć. Noszę go, bo - mimo, że nie chodzę do kościoła - jestem człowiekiem wierzącym. No i dla ochrony.
Skoro na świecie jest dobro, to musi być i zło. Może jakaś negatywna energia, która pozostała po ludziach, którzy odeszli?…
Najpierw sprawdziłbym, jak ten dom na mnie działa. Gdy pierwszy raz wszedłem do mieszkania, które teraz wynajmuję, od razu poczułem, że to miejsce właśnie dla mnie. Jestem potwornie empatyczny!
Tak ogólnie, czy zdarza ci się wyczuć coś konkretnego? Np. czyjąś obecność?
To, co teraz powiem, jest bardzo intymne… Mam pewnego rodzaju kontakt z dziadkiem, który już nie żyje, ale który za życia był mi bardzo bliski. Wiem, że gdzieś tam nade mną czuwa. Czasem nawet pewne rzeczy mi sugeruje… Może to nic konkretnego, ale ja tak właśnie to odczuwam.
To, co teraz powiem, jest bardzo intymne… Mam pewnego rodzaju kontakt z dziadkiem, który już nie żyje, ale który za życia był mi bardzo bliski. Wiem, że gdzieś tam nade mną czuwa. Czasem nawet pewne rzeczy mi sugeruje… Może to nic konkretnego, ale ja tak właśnie to odczuwam.
Najlepsze dyskoteki? Tylko u nas!
rozrywka na najwyższym poziomie.
Sprawdź jak przydatny może być gps.
Tylko u nas notowania tech-wig.
świadectwo pracy druki
anoreksja dotyka nie tylko chorą osobę.