Archiwum miesiąca styczeń 2006

M JAK… MACIEK ? relacja z planu “M jak Miłość”

24-01-2006

Słoneczna, czerwcowa niedziela. Do pobliskiego kościoła suną wężykiem wierni. Pod jeden z bloków na warszawskim Gocławiu zajeżdża sznurek samochodów. Bus z ekipą, auto pani reżyser, wóz ze sprzętem, taksówki z aktorami… Zaczyna się ostatni dzień pracy na planie “M jak Miłość” - ostatni przed wakacjami.
MACIEK

Charakteryzatorki kończą poprawiać ostatnie kosmyki włosów (Dominika Ostałowska) i pudrować ostatnie nosy (Mariusz Sabiniewicz). Prawdziwa gwiazda pojawia się jednak na planie dopiero pół godziny później. Do serialowego mieszkania Norberta wchodzi mały Maciek Celij ? chłopiec, którego na plan serialu zaprosiła Fundacja “Mam Marzenie”.

Maciek mieszka w Niepołomicach. Cierpi na chorobę nerek i regularnie musi jeździć do Krakowa na dializy. I to właśnie, gdy kolejny raz leżał w szpitalu, wolontariuszka z Fundacji, która spełnia marzenia ciężko chorych dzieci, zawiozła mu tekst jego roli w “M jak Miłość”. Dzisiaj Maciek przez cały czas ma na planie zawiązaną na szyi apaszkę ? ukrywa pod nią cewnik, który lekarze założyli mu do dializ.

- Myśleliśmy, że to będzie raczej rola statysty. Śmieliśmy się, że może stanie na jakimś przystanku, obok którego będą akurat przechodzili bohaterowie… ? mówi mama małego aktora, pani Renata. - A tu nagle Maciek przyjeżdża z dializy i mówi, że będzie Adrianem!

Gdy scenarzyści dowiedzieli się, że chłopiec marzy o wystąpieniu w “M jak Miłość”, napisali rolę specjalnie dla niego. Teraz, już za kilkanaście minut, zamieni się w serialowego Adriana ? kolegę, którego Łukasz poznał na obozie żeglarskim.
Choć Adrian jest morskim wilkiem, Maciek za pływaniem nie przepada. Lubi za to komputery i grę w piłkę.
- A chciałbyś kiedyś nauczyć się pływać na statku? Gdybyś miał taką okazję w serialu? ? pytam w przerwie między scenami.
- Nie, no… ewentualnie może być…
Maciek to jednak wilk lądowy… I to niereformowalny!

- Jak się wczoraj kładłem spać, to sobie tak w głowie myślałem, jak to będzie wyglądało… Nawet zacząłem się troszkę denerwować ? wyznaje mały aktor. - Myślałem, że to będzie nagrywane w dużym studio, tam gdzie jest dom Mostowiaków. Bo najbardziej lubię w serialu tych starszych, zwłaszcza Lucjana… Żałuję trochę, że go nie zobaczę. Ale, jeśli rola się rozkręci, to kto wie? Może Adrian pojedzie z Łukaszem do dziadków w odwiedziny?

Maćka ominęło na planie jeszcze jedno ? charakteryzacja.
- Taka pani powiedziała, że nie trzeba mnie malować, bo i tak jestem ładny! ? słyszę, gdy pytam o pudrowanie nosa.

NO TO SUŃMY TEN MIÓD!

Ekipa ustawia sprzęt do kolejnego ujęcia. Na środku salonu piramida z pudeł i monitorów. W kuchni porzucony fotel Norberta (Sabiniewicz ma na jedną scenę wolne). Wąski korytarzyk do pokoju serialowego Łukasza wypełnia plątanina kabli, w drzwiach stoi kamera. Przecisnąć można się tylko z najwyższym trudem. Zwłaszcza, gdy w garderobie doczepiono poduszkowy ?brzuch” (tak ?na oko” szósty miesiąc ciąży).
- A pomyśleliście, czy Dominika się tam zmieści? ? pyta reżyser Natalia Koryncka-Gruz.
- Jakoś się wemsknie… ? uspokaja II reżyser Adam Iwiński.
I rzeczywiście, jakoś się udaje. Tyle, że za każdym razem, gdy Marta pod koniec sceny wychodzi z pokoju syna, aktorka uderza głową w obudowę reflektora.
- Ekipa: kto może, ten opuszcza pokój! ? krzyczy kierownik planu.

Maciek siedzi na tapczanie. Za chwilę powie w serialu swoją pierwszą kwestię… Operator kamery daje mu ostatnią radę:
- Maciek, wyobraź sobie, że wcale nie ma kamery. Że tutaj wisi czarna kotara…
- I… akcja!

ADRIAN
Te zdjęcia robiłem w Egipcie.
ŁUKASZ
Pod wodą?
ADRIAN
Pewnie.
ŁUKASZ
Umiesz nurkować?
ADRIAN
Jasne. Skończyłem kurs nurkowania. W nagrodę tata kupił mi specjalny aparat do zdjęć pod wodą.
ŁUKASZ
Przywieziesz go na obóz?

Maciek doskonale pamięta tekst. Nie zmienia ani linijki. Nie peszy go nawet fakt, że w tej scenie gra z Dominiką Ostałowską. Serialowy Łukasz musi przecież przedstawić kolegę mamie.
- Maciek, teraz podaj rękę Dominice… Bardzo dobrze! ? podpowiada pani reżyser. - Dubel klasyczny! Tylko mam prośbę, żebyście obaj z Frankiem pod koniec uśmiechnęli się i popatrzyli na siebie… Bo teraz tylko spuszczacie wzrok…
Jeszcze tylko kilka zbliżeń i…
- Zrobione! ? ogłasza Natalia Koryncka-Gruz.

Na planie chwila przerwy. Franek Przybylski od razu bierze Maćka pod skrzydła. Pomaga zbierać autografy, opowiada, jak wyglądają zdjęcia na hali w Orzeszynie… Małym aktorem opiekuje się cała ekipa. Najpierw ?porywa go” Ryszard Krupa, operator dźwięku.
- Jak była próba, to pan dźwiękowiec dał mi na chwilę słuchawki, i tak fajnie było słychać… ? cieszy się Maciek.

Po chwili słucha już wykładu innego członka ekipy:
- Widzisz? Te rury świecą na ciepło, a te na zimno. Jedne podłączamy, gdy chcemy zrobić dzień, bo dają takie światło, jak słońce. A te drugie świecą jak żarówki - gdy udajemy, że w serialu jest wieczór.

- Prosimy aktorów na próbę! ? woła kierownik planu.
Marta rozmawia w kuchni z Norbertem. I gotuje obiad, na który zaprosiła małego Adriana. Obaj chłopcy stoją schowani za ścianą ? w trakcie sceny mają wejść do kuchni i zapytać, co z obiadem.
Hasło dla kamer daje sama pani reżyser:
- No, to suńmy ten miód!
Dubel numer jeden, potem numer dwa… A Marta wciąż od nowa sieka pietruszkę. I sprzecza się z mężem.
- Norbert, czy ty nie masz do mnie zaufania?

- Chłopcy, widzę wasze cienie na ścianie, musicie cofnąć się głębiej! ? przerywa ujęcie Natalia Koryncka-Gruz. ? I jeszcze jedno: wejdźcie trochę energiczniej… Bo teraz wyglądacie, jak całkiem wyczerpani…
- Bo padamy z głodu! ? rezolutnie rzuca Franek Przybylski. Ale przy kolejnym ujęciu, nim chłopcy zajrzą do kuchni, słychać już mocne, energiczne tupanie!

- Stop! Po scenie! ? ogłasza pani reżyser.
W kolejnej Martę i Norberta odwiedzi Jacek…

TO DOPIERO BĘDZIE TRUDNY WĘZEŁ!

A wszystko dlatego, że w serialu już niedługo pojawi się nowy bohater. Do Rafała przyjedzie z zagranicy syn Maciek. I Marta poprosi Jacka, by zabrał chłopca na kolejny obóz żeglarski ? razem z Łukaszem oraz Adrianem.

- Ahoj chłopaki, widzę, że załoga w komplecie! ? rzuca Robert Gonera. Od razu widać, że w jego towarzystwie Maciek czuje się świetnie.
Po chwili na planie wybucha dyskusja. W scenariuszu, serialowy Łukasz mówi Jackowi, że Adrian właśnie pokazał mu, jak zrobić trudny węzeł żeglarski.
- Mogę powiedzieć, że nauczył mnie wiązać różę topową? - pyta Franek Przybylski.
- Tak, ale jednak dodaj, że to węzeł. Bo inaczej widz nie będzie wiedział, o co chodzi. Ja bym nie wiedziała… ? odpowiada Natalia Koryncka-Gruz.
- To może niech powie, że mu pokazał węzeł cumowniczy? Od razu będzie wiadomo ? pada sugestia z planu.
- O nie, cumowniczy jest za łatwy! ? oburza się Tomasz Dobrowolski, na planie operator obrazu, po godzinach żeglarz.

Zaczyna się próba. Adrian i Łukasz witają się z Jackiem. Marta wprowadza byłego męża do salonu. Norbert posyła rywalowi chmurne spojrzenie…
- A ty sobie siedź biedaku i patrz, jaką są ładną parą… ? życzliwie radzi Norbertowi ktoś z ekipy.
- No, do kompletu brakuje już tylko Rafała! ? żartuje Jola Pruszyńska, jedna z charakteryzatorek.
- Zobaczycie, w tysięcznym odcinku jeszcze do tego dojdzie! ? rzuca Ryszard Krupa. - To dopiero będzie trudny węzeł!

Po żartach, czas na pracę. Przy kolejnych dublach spojrzenie Norberta trochę łagodnieje… Która wersja zostanie wybrana podczas montażu? Norbert wściekły czy zrezygnowany i pogodzony z losem?

Tego widzowie dowiedzą się dopiero w grudniu. Wtedy telewizja wyemituje właśnie nagrywane odcinki: 361 i 363. Mały Maciek już się cieszy:
- Będę na ekranie przez całe dwa tygodnie!
W dodatku po raz pierwszy zobaczy się w telewizji tuż przed urodzinami: 22 grudnia skończy 15 lat.

Zdjęcia dobiegają końca. Kolejne spotkanie dopiero 2 sierpnia ? do tego czasu ekipa ma wakacje. Maciek żegna się ze wszystkimi, których poznał na planie. Czeka go jeszcze tylko wywiad ? do programu ?Kulisy serialu M jak Miłość”. Zadaję mu ostatnie pytanie:
- I jak się czujesz, jako gwiazda? Fajnie było przez cały dzień udzielać wywiadów, rozmawiać z dziennikarzami?…
Maciek nad odpowiedzią nie zastanawia się ani sekundy:
- Grać było lepiej!

Andrzej Precigs - Polska - Szwecja 1:0

24-01-2006

  • W postać Filarskiego wciela się Pan już od ponad dwóch lat. Czy dzięki temu pracuje się łatwiej? Zna Pan swojego bohatera tak dobrze, że granie go to już rutyna?
    Wprost przeciwnie! Nie wiem, może dlatego, że prywatnie też nigdy nie wpadam w rutynę? Więc zawodowo tym bardziej nie mógłbym tego robić! Przy każdej kolejnej scenie czuję, że to wielka niewiadoma. Coś, co mnie intryguje. Zresztą Filarski kilkakrotnie się w serialu zmieniał. Po prostu - jak prawdziwi ludzie - nie zastyga na jednym etapie życia. Sporo przeszedł: fakt, że Kinga znalazła sobie chłopaka, jej wypadek samochodowy, potem kłopoty zdrowotne… Nagle, w dość ustabilizowanym życiu rodziny, pojawiły się nowe elementy, z którymi nie do końca umiał sobie poradzić.

  • Bądźmy szczerzy: jest po prostu despotą!
    Na pewno Filarski balansuje na granicy. Zwłaszcza w stosunkach z córką, bo z żoną dogadują się o wiele lepiej: widać, że ona trochę mu ustępuje, nie chce go drażnić… Jest w jakimś sensie despotyczny, chce ingerować w życie bliskich, ale to nie wynika z jego złego charakteru. Zawsze, wcielając się w jakąś postać, staram się wyobrazić ją sobie jako bohatera pozytywnego. Bo nie ma ludzi, którzy sami o sobie mówią, że są źli! Nawet, jeśli człowiek jest zwyczajnym łotrem, ma poczucie, że działa słusznie.

  • Zdarza się, że musi się Pan tłumaczyć za błędy Filarskiego? Fani zapominają o granicy między serialem a rzeczywistością?
    Oczywiście! Nawet sąsiedzi popatrują na mnie podejrzliwie: bo niby sympatyczny, a okazuje się, że taki despota! Zresztą dalsza rodzina, gdy przysyła mi na święta życzenia, też prosi, żebym już nie był taki zgryźliwy… Ale na tym polega mój zawód. Aktor gra po to, żeby widza poruszyć, wciągnąć w magię swojej postaci.

  • W takim razie to będzie pytanie dla wszystkich, którzy uparcie mylą Pana z bohaterem serialu: najważniejsza cecha charakteru, jaka różni Pana od Filarskiego?
    Chaos i bałaganiarstwo. Towarzyszą mi w życiu od zawsze. Trochę się ich obawiam i staram się nad nimi panować, ale to raczej walka z wiatrakami…

  • Filarski nie jest może sympatyczny, ale mieści się w “normie”. Nikogo nie zabił, nie jest pedofilem ani chorym na AIDS… Przyjąłby Pan rolę, która wzbudzałaby jeszcze więcej negatywnych emocji? Nie obawiałby się Pan reakcji widzów?
    Na razie takie wyzwania się przede mną nie pojawiały. Ale nie, nie boję się ukazywania rzeczy, które mogą w nas tkwić po tej złej, ciemniejszej stronie. Bardziej obawiam się po prostu złego gustu. Albo tego, że nie uda mi się dobrze, prawdziwie takiej postaci wykreować. Aktor nie może być banalny. Bez płacenia wysokiej ceny, nie stworzy nic ciekawego. A widownia od razu wyczuwa, gdy ktoś jest “miałki”. To jak z przyjaźnią: człowiek ma wielu znajomych, ale tylko nieliczni zasługują na jakieś głębsze uczucie.

  • Wiem, że zajmuje się Pan reżyserią dubbingu w polskich wersjach gier komputerowych…
    Tak, praca przy tworzeniu gier to wielka frajda. Zwłaszcza, że tam mogę dużo więcej, niż jako aktor: sam decyduję, kogo zaprosić do współpracy, to ode mnie zależy efekt końcowy… A w dodatku gry komputerowe to ogromny rynek. Okazuje się, że na świecie dużo więcej ludzi gra na komputerze, niż ogląda filmy w kinie czy telewizji…

  • A Pan? Też siada do komputera i wali w klawiaturę?
    Oczywiście! Gdyby mnie to nie bawiło, to bym się w ogóle tym nie zajmował!

  • I nie boi się Pan, że gry komputerowe są konkurencją dla innych form rozrywki? Że kiedyś odciągną widzów od tradycyjnej sztuki?
    Nie. Żyjemy w świecie, w którym przygodę z ruchomym obrazem zaczyna się w bardzo młodym wieku. Ale to nie znaczy, że gry odrywają ludzi od czegoś lepszego: teatru czy kina. Jeżeli, to mogą tylko pobudzać naszą wyobraźnię…

  • Mówi się też, że gry komputerowe uczą dzieci agresji...
    Myślę, że kiedyś, gdy w ogóle nie było środków przekazu, życie wcale nie było mniej brutalne. Przed wiekami, gdy wiadomości nie przekazywano przez Internet albo radio, tylko wysyłano konnych posłańców, dzieci na co dzień widziały dużo gorsze sceny od tych, jakie teraz są na ekranie komputera… Zresztą każde pokolenie narzeka: “Ach, ta młodzież! Z nich, to już nic dobrego nie wyrośnie!”. Ale to wcale nie znaczy, że XXI wiek to wylęgarnia czarnych charakterów! Świat dziecka nie może być tylko słodki, kolorowy i disneyowski - bo świat dorosłych też taki nie jest. A człowiek, nawet ten mały, ma pewien instynkt, który pozwala mu zatrzymać się na granicy oglądania, czy nawet fascynacji złem, i nie przenosić agresji do prawdziwego życia.

  • Podobno pochodzi Pan z rodziny aktorskiej…
    Tak, mój tato był śpiewakiem, aktorem teatrów muzycznych. I nawet opowiadał mi - bo sam tego nie pamiętam - że jako dziecko grałem w “Madame Butterfly”, epizod małego chłopczyka. Ale później, przez długie, długie lata, wydawało mi się, że scena wcale mnie nie pociąga. Na krótko trafiłem na Uniwersytet - chociaż czułem, że to nie dla mnie - i studiowałem filologię polską. Ale w końcu przełamałem się. Nic nie mówiąc rodzicom - ani mru mru - pojechałem na egzamin do Filmówki. I dopiero, gdy już się dostałem, po powrocie z Łodzi, przyznałem, że aktorstwo jednak jest OK…

  • Ma Pan dość oryginalne, ale też trudne do zapamiętania nazwisko. Nie myślał Pan, zwłaszcza u progu kariery, żeby je zmienić na jakieś “wygodniejsze” dla widza?
    Tak, kilka osób mi to podpowiadało, ale jednak się nie zdecydowałem. Choć do dziś zdarzają się przez to śmieszne historie. Na przykład żona oddawała kiedyś do szewca buty. Szewc podpisywał je zwykle na zelówce. Ale gdy zaczął męczyć się nad moim nazwiskiem - co napisał, to musiał skreślić i poprawić - to mu tej zelówki zabrakło…

  • Precigs to chyba nie jest polskie nazwisko?
    Nie, skandynawskie. Mój dziadek ze strony taty był Szwedem. Przyjechał do Polski w interesach, w latach międzywojennych. Powiodło mu się tutaj, spotkał babcię… A po wojnie nie wrócił już do Szwecji, bo były problemy z wyjazdem. Poza tym większość tamtejszej rodziny wyemigrowała z kolei do Stanów. Ciekawostką jest, że razem z żoną dotarliśmy do dokumentów, z których wynika, że jej przodkowie bronili Polski podczas Potopu. Jeden wystawił nawet przeciw Szwedom własną chorągiew. Więc kto wie, może przed wiekami nasze rodziny walczyły przeciwko sobie na wojnie?

  • Zna Pan szwedzki?
    Nie, nigdy się go nie nauczyłem. Chociaż kiedyś próbowałem, chodziłem nawet na kurs językowy.

  • Ostatnie pytanie: w jakiej produkcji, oprócz “M. jak Miłość”, będą Pana mogli zobaczyć Pana w najbliższym czasie widzowie?
    Pojawię się np. w jednym z odcinków nowego, współczesnego serialu pt.: “Pensjonat”. Ale uprzedzam, że zagrałem tam zupełnie innego bohatera, niż Filarski!





  • nieruchomoci | Akwarium W cianie | Odzie Ciowa | Apteka Internetowa | Suknie lubne